Warto zobaczyć
Sylwia Czyczyro | 22 kwietnia 2009 | 13:29„TATARAK”
reżyseria: Andrzej Wajda
występują: Krystyna Janda, Jan Englert, Paweł Szajda
dramat/obyczajowy, Polska 2009, 85 min.
Już po raz czwarty Andrzej Wajda sięga po prozę Jarosława Iwaszkiewicza. Wcześniejsze spotkania tych dwóch odmiennych osobowości, wrażliwości, a zarazem postaw twórczych, zaowocowały filmowymi adaptacjami „Brzeziny” (1970) i „Panien z Wilka” (1979) oraz spektaklem „Noc czerwcowa” zrealizowanym dla Teatru Telewizji. „Tatarak”, jak podkreśla w wywiadach Wajda, chodził mu po głowie już od dawna. Jednak kolejne podejścia do napisania scenariusza napotykały wiele problemów. Głównym było to, że wyjściowe opowiadanie liczy zaledwie kilkanaście stron – za mało na film pełnometrażowy. Również zaplanowane w pierwszym terminie zdjęcia przesunięto ze względu na chorobę, a potem śmierć męża głównej aktorki – Krystyny Jandy (zaznaczyć warto, iż mąż aktorki, Edward Kłosiński, był przyjacielem reżysera i autorem zdjęć do „Człowieka z marmuru”, „Ziemi obiecanej”, „Dyrygenta” i „Człowieka z żelaza”). Wszystkie te wydarzenia wpłynęły na ostateczny kształt „Tataraku” – obrazu złożonego, wielopoziomowego.
Wajda opowiadanie Iwaszkiewicza dopełnił autentycznymi, osobistymi i poruszającymi wyznaniami aktorki. Janda postanowiła podzielić się tym, czego doświadczyła po stracie najbliższej jej osoby. Forma, w jaką Wajda zamknął te zwierzenia, daleka jest od patosu. Postawił na skromną, kameralną produkcję, z ogromnymi pokładami emocji. Oryginalna, można nawet powiedzieć, nowatorska struktura może jednak podzielić widzów. Z jednej strony bowiem, monolog Jandy wprowadza ciekawy kontekst, nadając filmowi nowy wymiar realizmu i niezwykłą siłę oddziaływania. Z drugiej jednak część widzów może nie przyjąć tak dużej dawki emocjonalnego ekshibicjonizmu. Skrajne opinie nie będą jednak dla Wajdy czymś nowym. Ostatnie produkcje zdobywcy Oscara wzbudzały wiele dyskusji, skrajnych głosów: od zachwytów po ostrą krytykę. Wystarczy przypomnieć, że sam „Katyń” w oczach krytyki był zarówno polskim obrazem wszechczasów jak i filmem naznaczonym wybujałym patosem. Pamiętać jednak należy, iż Wajda to reżyser, który pomimo swojego wieku, nadal próbuje przecierać filmowe szlaki. Nie zawsze skutecznie, ale jednak. „Tatarak” można uznać za szczególne połączenie fabuły z dokumentem. I nie chodzi tu tylko o wprowadzenie prywatnego wątku Jandy. Jest to również film o powstawaniu filmu. Znajdziemy tu sceny z planu zdjęciowego obrazujące szczególną relację reżyser – aktorka, mistrz – uczennica. Dzięki nim widz staje się świadkiem kolejnych etapów przekształcania scenariuszowego zapisu w ruchomy obraz. Obserwując rozmowy Wajdy z Jandą, wymianę spojrzeń pomiędzy nimi, łatwo się domyśleć, że gdyby nie przyjaźń, jaką się darzą, nie byłoby możliwe oddanie tak złożonych emocji.
„Tatarak” bezsprzecznie należy do Krystyny Jandy. Jej monolog, szczerość, z jaką mówi o utracie męża, o tym, jak stara się normalnie żyć – bez tanich recept i wytartych sloganów – to największy atut filmu. Andrzej Wajda zawsze miał dobrą rękę do prowadzenia aktorów. Tu jednak nie prowadzi Jandy. Nie musi. Ona po prostu – czy raczej aż – jest.
Pisząc o „Tataraku” nie sposób nie wspomnieć o Pawle Edelmanie – operatorze, który czuwał nad oddaniem klimatu opowiadania Iwaszkiewicza za pomocą filmowych środków. Jego doświadczenie, a przy tym zmysł artystyczny po raz kolejny nie zawiodły. Dbałość o odpowiednie wyważenie światłocienia, tonację kolorystyczną poszczególnych ujęć oraz kompozycję kadrów można podziwiać w każdej minucie filmu.
To prawda, że twórczość Andrzeja Wajdy można podzielić na różne okresy. Ja sentymentem darzę ten najwcześniejszy z „Pokoleniem”, „Kanałem”, „Popiołem i diamentem” czy „Ziemią obiecaną”. Gdzie wpisuje się „Tatarak”? Jedna projekcja to za mało, by odpowiedzieć na to pytanie.
Iwona Bartnicka







