„Największą mądrością jest umieć jednoczyć, a nie rozbijać”
Sylwia Czyczyro | 31 maja 2010 | 16:22„Największą mądrością jest umieć jednoczyć, a nie rozbijać” – wywiad z Przewodniczącym Rady Miejskiej Jerzym Skrzypczyńskim
Reforma samorządowa obok transformacji gospodarczej była jedną z najważniejszych reform i najbardziej udaną. Przywrócona została autonomia społeczności lokalnych. Rozwój lokalny to nie tylko inwestycje w infrastrukturę techniczną i społeczną, ale także świadczenie usług publicznych o wysokiej jakości. Dwadzieścia lat funkcjonowania odrodzonego samorządu gminnego w Polsce pokazuje, jak wiele można zmienić i zbudować, jeśli znacząca część spraw publicznych jest powierzona faktycznym gospodarzom danego terenu. Prof. Michał Kulesza, „ojciec samorządu” zauważył, że samorząd terytorialny wchodzi obecnie w okres profesjonalizacji. Tym samym praca w samorządzie staje się coraz trudniejsza i bardziej wymagająca.
Jednak w epoce profesjonalizacji nie powinno zabraknąć i szczypty entuzjazmu. Tę żarliwość, a przede wszystkim służbę, ma w sobie Przewodniczący Rady Miejskiej w Drezdenku, Jerzy Skrzypczyński, który łączy w sobie ważne cechy polityka: odwagę i rozsądek, mądrość polityczną z polityczną determinacją. Pan Jerzy Skrzypczyński przez wszystkie lata swojej pracy w samorządzie postępuje tak, by dobro wspólnoty lokalnej, było jednocześnie dobrem ojczyzny jako całości.
Podczas uroczystej sesji z okazji Jubileuszu XX-lecia Samorządu Terytorialnego, która odbyła się 17 maja 2010r. w Domu Kultury w Drezdenku, Przewodniczący Rady Miejskiej i Burmistrz Drezdenka uhonorowali radnych I kadencji w osobach: S. Amrogowicz, K. Borkowski, R. Chwalisz, K. Drzewiecki, J. Kondeusz, A. Kubis, A. Kwiatkowski, A. Libera, F. Franieczek, J. Kołt, A. Ludwiczak, A. Malinowski, L. Masiak, R. Owczarzak, P. Perczyński, J. Skrzypczyński, A. Sołtysiak, M. Stachowiak, M. Szczygielski, T. Słaby, E. Urban, R. Wachowiak, H. Włoch, A. Ratkiewicz, K. Ładziak, pośmiertnie R. Cholewiński, radnych i sołtysów, którzy pełnili swoją funkcję kilka kadencji: M. Pietruszak, A. Kozubaj, L. Lipnicki, L. Jaśków, W. Sapór, T. Grabski, H. Szczesiak, E. Buśko, R. Piątek, A. Kołwzan, J. Kuchowicz, W. Wilento, S. Gumny, M. Antczak, M. Górski oraz J. Bukowski, T. Tokarska, Z. Paruszkiewicz, T. Świątek, K. Jaruch, T. Łochunko. Wyróżnieni zostali także: B. Halicka, L. Cabel, P. Śpiwak i ks. R. Mazurkiewicz CRL (reprezentujący kanoników CRL).
Sylwia Czyczyro: Będąc burmistrzem Drezdenka (1990-1994) m.in. dał Pan impuls do rozpoczęcia wydawania lokalnej gazety. „Gazeta Drezdenecka” również dzięki Pana staraniom wydawana jest po chwilę obecną. Po raz pierwszy jednak, za mojej redakcji, mam przyjemność spotkać się i porozmawiać z Panem o wielu interesujących z punktu widzenia czytelniczego sprawach.
Kiedy związał się Pan z „Solidarnością”?
Jerzy Skrzypczyński: W 1980 roku. Przewodniczącym Miejsko-Gminnej „Solidarności” był wówczas Bogdan Pupel, a jego zastępcą Andrzej Dębski. Ja, jako przewodniczący „Solidarności” w Sanepidzie, uczestniczyłem w zebraniach Zarządu. Kiedy atmosfera polityczna w kraju gęstniała i zanosiło się na najgorsze, wybraliśmy Zarząd „rezerwowy” na wypadek aresztowania pierwszego. Na jego przewodniczącą wybrano Bognę Ładziak, a ja zostałem zastępcą. W 1988r. po rozmowach, w których brali udział także śp. L. Onichimowski, śp. A. Dębski i S. Amrogowicz postanowiliśmy wznowić działania. W tym też okresie powstał w Drezdenku Klub Inteligencji Katolickiej (KIK).
S.C.: Jakie były Pana początki na stanowisku burmistrza?
J.S.: Początki nie były łatwe. Pracownikom Urzędu udzielał się niepokój, wynikający z obaw, iż oto przyszedł człowiek „Solidarności” i przeprowadzi solidną czystkę. Największe obawy mieli urzędnicy o konotacjach lewicowych. Ale wkrótce przekonali się, że objąłem funkcję burmistrza, aby razem ze wszystkimi, niezależnie od poglądów politycznych, realizować założenia programu wyborczego. Wydatnie pomagały mi w pracy panie: Barbara Halicka-skarbnik gminy i Leonarda Pieróg, osoba o dużym doświadczeniu w pracy administracyjnej. Byli tacy, co sugerowali, abym weryfikował niektóre decyzje mieszkaniowe poprzedników. Wskazywali konkretne nazwiska, zwłaszcza osób, które pełniły nadal znaczące dla miasta funkcje. Wychodziłem z założenia, że nadane prawnie, z zachowaniem wszelkich procedur, mieszkania są własnością ich użytkowników. Przekonywałem wątpiących, że prawo należy stosować w jednakowym stopniu do wszystkich, niezależnie od ich orientacji politycznych.
S.C.: W czasie, gdy był Pan burmistrzem, trudno było o realizację jakiś wielkich inwestycji. To był początek samorządu terytorialnego w naszym kraju, nie były jasno określone chociażby dochody gmin. Jednak udało się wówczas wiele zrobić. Które inwestycje z tego okresu uważa Pan za ważne?
J.S.: Rzeczywiście trudno było wówczas planować jakieś wielkie inwestycje. Dochody gminy nie dość, że były niewielkie, to jeszcze początkowo budżet był dzielony na 12 części i co miesiąc wpływały te pieniądze na konto gminy. Żeby cokolwiek zrobić, trzeba było poświęcić dużo czasu na załatwianie różnych spraw w samej stolicy. Wielokrotnie w kilkuosobowym składzie wyjeżdżaliśmy do Warszawy. Dotarcie do najwyższych urzędników w państwie to była niezwykle trudna i stresująca sprawa. Udało nam się jednak skontaktować z kilkoma ważnymi urzędnikami w Ministerstwie Ochrony Środowiska, a także z wicepremierem H. Goryszewskim i wiceministrem finansów W. Misiągiem. Dużą pomoc otrzymaliśmy też od ówczesnego wojewody Z. Pusza. Dzięki temu mogliśmy zrealizować wiele ważnych inwestycji, m.in: wodociąg w Trzebiczu (wykonany również w ramach czynu obywatelskiego), ujęcie wody w Radowie i doprowadzenie wody do miasta, wysypisko śmieci, budynki komunalne na skrzyżowaniu ulic Żeromskiego i Chrobrego, Kościuszki i Marszałkowskiej, Wiejskiej i Kościelnej. Rozpoczęta została budowa oczyszczalni ścieków.
S.C.: W tamtym okresie nie tylko inwestycje spędzały sen z powiek. Już wówczas, na początku lat 90-tych, pojawił się pomysł likwidacji naszego szpitala.
J.S.: To prawda, istnienie szpitala w 1992r. było poważnie zagrożone. W Urzędzie Wojewódzkim, a dokładnie w otoczeniu lekarza wojewódzkiego dr R. Huminiłowicza, zrodził się pomysł zlikwidowania szpitala w Drezdenku. Ich plany zaczęły się szybko rozchodzić wśród ludzi i wzbudzały duży niepokój. Rozpoczęliśmy batalię o uratowanie niezwykle ważnej dla miasta placówki. Byliśmy nieugięci, a poza tym popierali nas pracownicy szpitala, Liceum Medycznego a także społeczeństwo miasta. Szpital został uratowany, nasz trud i wysiłek nie poszedł na marne.
S.C.: Poczynił Pan także niemałe starania, by nasze miasto stało się powiatem. Co zatem spowodowało, że stało się inaczej?
J.S.: Na mapie Michała Kuleszy Drezdenko umieszczone było jako siedziba powiatu. Wraz z grupą najbardziej aktywnych działaczy czyniliśmy starania, aby tak się stało. Również w tej sprawie wielokrotnie udawaliśmy się do Warszawy. Dotarliśmy nawet do premier Hanny Suchockiej, która zleciła załatwienie sprawy Michałowi Kuleszy. A ten zapewnił nas, że Drezdenko będzie siedzibą powiatu. Trzeba było jedynie dogadać się ze Starym Kurowem i Krzyżem Wlkp., które miały wejść w obręb naszego powiatu. Krzyż stawiał warunek, aby ewentualny powiat drezdenecki należał do województwa wielkopolskiego. Uzgodnienia między sąsiednimi gminami weszły już w stadium końcowe, ale moi następcy nie doprowadzili sprawy do końca. Walka o siedzibę powiatu w Drezdenku została przegrana. Więcej »







