Studia nad dziejami fortyfikacji w dolinie Noteci
Sylwia Czyczyro | 27 maja 2011 | 10:05Staraniem naszego muzeum, w dniach 21-22 maja br., odbyło się seminarium terenowe pn. „Pozycja Pomorska. Studia nad dziejami fortyfikacji w dolinie Noteci .” W przygotowaniach do seminarium dużą role odegrał Michał Głębocki, pracownik muzeum, który ujawnił swój nieprzeciętny talent do rysowania jazów i fortyfikacji niemieckich. Wygłoszono w sumie 9 referatów, przygotowanych z niezwykłą starannością i zilustrowanych rysunkami, mapami, wykresami, szczegółowymi obliczeniami i różnorodnymi zdjęciami. Jerzy Sadowski, jako pierwszy prelegent, omówił „Fortyfikacje Wału Pomorskiego na odcinku Drezdenka i jazu na Noteci, na tle historii „Pommernstellung”. Duże wrażenie na widzach, a było ich ponad 60, wywarło przedstawienie mundurów i wyposażenia wojska niemieckiego w latach 1939-1945 w prezentacji Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Bastion Grolman”. Wyjątkowym słuchaczem był przew. Rady, Adam Kołwzan, który od wielu lat interesuje się historią II wojny światowej i fortyfikacjami niemieckimi w rejonie Wału Pomorskiego.
W drugim dniu seminarium, tj. 22 maja (niedziela) odbył się spacer po pozostałościach fortyfikacji niemieckich nad Notecią. Seminarium terenowe wpisało nasze muzeum do grona tych placówek kulturalnych, które swoją pracą wychodzą daleko poza zakres podstawowych obowiązków.
A oto opinie pracowników muzeum, którzy żywotnie interesują się poruszaną na seminarium tematyką.
Ewa Kułakowska – trudno zachować obiektywizm wobec wrażeń z imprezy, którą się organizuje. Prozaiczna krzątanina nieco zamazuje merytoryczny obraz prelekcji. Wszystkie prezentowane wystąpienia były bardzo dobrze przygotowane, wszystkim towarzyszyły prezentacje multimedialne. Szczególnie zapadło mi w pamięć ostatnie wystąpienie, przygotowane przez Sebastiana Mizerskiego i pozostałych członków poznańskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Bastion Grolman”, które dotyczyło historii munduru i wyposażenia wojsk niemieckich w latach 1939/45. Grupa, ubrana w mundury z epoki, opowiada o historii prezentując jednocześnie to, co ma na sobie. Robili to w przystępny, barwny i niejednokrotnie dowcipny sposób. Mam wrażenie, że mogliby pojawić się w Drezdenku na zaproszenie szkół i stanowić interesującą ilustrację wykładów prowadzonych przez nauczycieli historii. W razie potrzeby służę kontaktem.
Michał Głębocki –najbardziej podobał mi się niedzielny spacer po reliktach fortyfikacji w najbliższej okolicy Drezdenka. Muszę przyznać, że bywałem tam wiele razy, czasem spędzając sporo czasu w ruinach bunkrów, ale po raz pierwszy byłem tam w towarzystwie osób, które o bunkrach wiedzą prawie wszystko. Jest nie lada sztuką wprowadzić grupę osób do wysadzonej budowli i po nielicznych śladach (fragmentach uchwytów, otworach w ścianach, odciskach itp.) wytłumaczyć im, jak to pomieszczenie wyglądało, kiedy było jeszcze w całości i jak było wyposażone. Nie bez znaczenia jest dla mnie, że po raz pierwszy dotarłem w pobliże jazu prawdziwym zabytkowym gazikiem, którym przyjechał w niedzielę pasjonat starych samochodów z pobliskiego Grotowa.
Teresa Czeczko – ja wciąż jestem pod wrażeniem referatu na temat jazu. Muszę przyznać, że znam tę budowlę od lat. Podobnie jak wielu innych mieszkańców miasta często spacerowałam w tej okolicy. Zastanawiałam się, czemu służyły te masywne betonowe konstrukcje, które wystają z wody. Nigdy nie pomyślałabym, że to pozostałości czegoś, co było tak ogromne i było budowlą tak skomplikowaną konstrukcyjnie.
Jadwiga Nawojska – mnie interesuje prawie wszystko. Od niedawna pracuję w muzeum, mam kontakt ze zwiedzającymi i cieszy mnie, że mogłam dowiedzieć się tylu ciekawych rzeczy, o których będę mogła opowiadać naszym gościom.
Zdzisław Szproch

















