Jerzy 024

BŁYSKI WAKACYJNE

błysk

spłoszona sarna gubi

swój cień

/Bronisława Sibiga/

/1/

Tacy sami

Wakacje. Czas wyjazdów w Polskę, ale także w bezgraniczną Europę. Uciekamy z naszych domów, choćby było w nich nam bardzo dobrze. Obładowani plecakami i torbami wyruszamy w świat, by coś nowego zobaczyć, przeżyć, po prostu odpocząć. Na nowym miejscu wpadamy jednak w taką samą nijakość, w jakiej żyjemy przez cały rok. Wciąż jesteśmy tacy sami, marudni i monotonni. Zupełnie jak w jednym z filmów Jarmuscha, mojego ulubionego reżysera. Jest tam taka oto scena: dwoje młodych przyjechało z drugiego końca świata do rodzinnego miasta Elvisa Presleya. Bohaterowie znaleźli się w hotelu. Siedzą w pokoju i nudzą się. Przyjechali do Ameryki po to, by przeżyć coś wielkiego, a wpadli w taką samą nijakość, w jakiej żyją na co dzień. Jarmusch widzi rzeczy z niezwykłą trafnością. Pokazał on tutaj typowe dla naszych czasów zachowanie, jakiemu ulega wielu spośród nas. Nie chcemy tak przeżywać naszych nawet kilkudniowych odpoczynków od codziennych obowiązków, ale z drugiej strony nie potrafimy inaczej. Jesteśmy wciąż marudni i monotonni. Lepiej więc przespać cały dzień, a nocą się bawić, do upadłego. Najlepiej przy alkoholu i narkotykach, bo używki te dają błogie złudzenie, że jest się tym, kim się nie jest. Są też inne metody na zabicie nudy, na przykład korzystanie z telefonu komórkowego przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Trzeba przecież zdać sprawę. Trzeba zająć stanowisko, spisać na straty. Ktoś czegoś chce w biurze, ktoś przeszkadza. Ktoś inny może coś dać, więc trzeba go obłaskawić. Człowiek wtedy myśli o powrocie z urlopu. Jeszcze tylko więcej zdjęć, kilka do wysłania. Znajomi niech wiedzą, że się jeździ tu i tam. Może to zresztą moje złudzenie, w każdym razie najważniejsze, abyśmy tylko zdrowi byli.

/2/

To tylko kleszcze

Latem z ziemi, wody i powietrza zaczynają wychodzić stwory, o których nie śniło się matkom wysyłającym swoje pociechy na kolonie i obozy. To poważna sprawa – piszą gazety. Pociechy pocieszają, że to tylko kleszcze. One są niczym wobec bajek, które oglądają w Internecie (kochani rodzice, tutaj mamy kochany Internet!). Wyobraźcie sobie kolorowy wiatraczek, którym bawi się pluszowa wiewiórka, nagle zamienia się w piłę tarczową. Jej ostrza szybko szatkują twarz wrzeszczącego zwierzątka. Oko upada na podłogę z chlupotem, twarz rozpryskuje się na ścianie, no w ogóle mocna scena. Super. A wy ciągle o tych kleszczach. Wiemy, ryjek kleszcza to szereg zębów, którymi przytrzymuje swe ofiary. Kształt i budowa ryjka przypominają pompę ssącą. Wysysając krew, kleszcz przenosi zarazki kleszczowego zapalenia mózgu i boreliozy. Na ofiary czyha, siedząc na drzewach, skąd znienacka spada – najczęściej za kołnierz. Spotyka się też gatunki żerujące na łąkach. Dlatego, kochani rodzice, my nigdzie nie wychodzimy. Zresztą ciągle pada i jest zimno. Jutro opiszemy nową bajkę. A wy co oglądacie w telewizji? Pewnie znowu na okrągło wiadomości. Znowu te zmasakrowane trupy, uśmiechnięte gęby gangsterów. Jak zwykle ktoś znowu brednie wygaduje, gdzieś coś znowu zaiskrzyło i wybuchło. Ktoś strzelił i miał pecha, bo trafił, ktoś coś ukradł, ale jeszcze nie wiadomo ile (…). Koniec. Proszę mi nie mieć za złe, że ja tu o takich rzeczach w taki sposób zamiast – jak na księdza i poetę w sutannie przystało – rozprawiać trochę delikatniej o niektórych bajkach i wiadomościach. Proszę jednak zauważyć, że zrobiłem to w błyskawicznym skrócie. Bez szczegółów, które na długo jeszcze przyprawiłyby nas o torsje.

Ks. Jerzy Hajduga

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE