Jerzy 024

Wywołany do tłumu

Drezdenko. Upalny dzień, zresztą już któryś z kolei od tygodni. Leżę w pokoju na łóżku i myślę o spotkaniu dzisiaj o godzinie 21.30 z dziennikarzami „Lata z Radiem”. Jestem zaproszony, a właściwie mam trafić do nich. W tym czasie koncert zespołu „Perfect”, czyli tłum ludzi. Umawiamy się przed główną bramą stadionu.
Tak sobie leżę i wyobrażam. Nagle okna w porywach firanek zamykają się i otwierają. Słyszę syreny straży pożarnej, szybko zamykam okna. Za szybami gałęzie i śmieci, drzewa rozkołysane przez wiatr. Stoję w oknie. Deszcz zaczyna padać, jeszcze szybciej rozmywa widok i uspokaja. Dostaję telefon, że wszystko opanowane, więc dojdzie do spotkania. Umawiamy się inaczej, po prostu ktoś po mnie przyjedzie.
Jest trochę czasu. Telefon ze szpitala z prośbą o przybycie do chorego. Idę i wracam do siebie. Za chwilę słyszę pukanie do drzwi z wiadomością, że pod plebanią ktoś czeka na mnie. Wychodzę, a tu … ogromny wóz strażacki. – O, Boże – krzyknąłem z uśmiechem. Po drodze widzę przez szybę tłumy rodzinami idące w stronę stadionu. Jedziemy wolniej, ostrożniej. Prawie pod namiot studia radiowego.
Rozmowa trwa zaledwie kilka minut, dalej słucham „Perfectu”. Obok mnie pojawiają się przyjaciele Zosia i Ludwik Lipniccy. Z koncertu wracamy razem, ich samochodem. Przywieziony i odwieziony, jak się umawialiśmy.
Prawie północ, nie mogę zasnąć. Wywołany ze swojej samotni do tłumu, czuję się jak uczeń wywołany do tablicy. Ufajmy, że następnym razem zdołam bez pomocy straży pożarnej.

3 sierpnia 2014                                                                                                                                                                                                    ks. Jerzy Hajduga

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ