_DSC7964_1

Głośny dzwonek przed 1 września

      Społeczność szkolną tworzą trzy grupy osób: uczniowie, nauczyciele i rodzice. Nie ulega też wątpliwości, że często relacje miedzy tymi osobami nie należą do najłatwiejszych i obecne są w nich nieporozumienia i konflikty. Rodzice i nauczyciele powinni tworzyć wspólny front dla dobra dzieci. Wysyłając dziecko do szkoły, rodzic niejako zatrudnia nauczycieli jako sprzymierzeńców, którzy nie tylko przekazują wiedzę, ale także stanowią wsparcie wychowawcze. Rodzice uczniów to jeden z głównych partnerów szkoły. Przyjęło się mówić, ze współpraca układa się dobrze, jeśli osoby, które współpracują albo chociaż mają taki zamiar, są ze sobą w dobrej konotacji, ufają sobie i wzajemnie się szanują. Nie możemy więc być w konflikcie, skoro mamy wspólny interes: sprawić, aby dziecko i wychowanek w jednej osobie, wyrosło na mądrego, dobrego człowieka. Dlatego i rodzice, i nauczyciele powinni wykazać się odwagą i nawiązać współpracę. Tylko w takim układzie można rozwiązywać konflikty, szukać prawdy- w razie sytuacji kryzysowych wybierać możliwie najlepsze rozwiązania. Partnerstwo pojawia się tam, gdzie współpraca oparta jest na zaufaniu, szacunku, motywacji i udanej komunikacji.
Niestety, ostatnie wydarzenia, które miały miejsce, jeszcze przed pierwszym dzwonkiem, dalekie są od tego, aby można było uważać, że w Szkole Podstawowej nr 1 w Drezdenku społeczność szkolna tworzy jedność. Czy uczniowie szkoły są pionkami w grze? Ja również jestem mamą, chociaż problem przeniesienia dziecka mnie nie dotyczy. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, co się wydarzyło. Dlaczego tak wiele oskarżeń padło pod adresem dyrektora szkoły? Czy przenosząc dzieci na Milicką, chciał im zaszkodzić? Dlaczego rodzice nie szukali polubownego rozwiązania konfliktu, tylko od razu zgłosili sprawę do telewizji? Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, wybrałam się do pana dyrektora. Wyobraźcie sobie, drodzy Czytelnicy, przyjął mnie w swoim gabinecie, cierpliwie wyjaśnił całą zaistniałą sytuację i odpowiadał na moje pytania. Dlatego chciałabym, abyście, drodzy Rodzice, przeczytali ten wywiad z dyrektorem Szkoły Podstawowej nr1 w Drezdenku.
Katarzyna Jenek: Dlaczego w szkole pojawiła się telewizja?
Dyrektor szkoły, Sławomir Wojciuszkiewicz: Redaktor zadzwonił i powiedział, że chciałby przyjechać i zobaczyć, jak szkoła przygotowana jest na przyjęcie sześciolatków.
K.J.: To skąd ta afera?
S.W.: Podczas filmowania materiału, redaktor zaczął wypytywać o to, dlaczego dzieci z klas trzecich będą uczęszczały na ul. Milicką.
K.J.: A dlaczego?
S.W.: Pojawiło się takie rozwiązanie, ponieważ w końcu czerwca mieliśmy zgłoszone dzieci do klas pierwszych, z których utworzyć miano pięć klas. Podczas wakacji rodzice jeszcze dopisali dzieci i utworzono sześć klas pierwszych. Aby uniknąć zmianowości, zaproponowałem, aby uczniowie dwóch klas trzecich mieli zajęcia w budynku na ul. Milickiej.
K.J.: Dlaczego nie  pierwsze klasy miały się tam uczyć ?
S.W.: Dla dobra dzieci młodszych. Nie wszystkie maluchy radzą sobie jeszcze z ubieraniem i kłopotliwe by było dla wychowawczyń przechodzenie z maluszkami do budynku głównego w odpowiednim czasie.
K.J.: Jednak rodzice uczniów klas trzecich nie zgodzili się na takie rozwiązanie?
S.W.: Tak, nie spodobało im się, niestety, zaproponowane rozwiązanie.
K.J.: Jakie zarzuty padły?
S.W.: Rodzice powiedzieli, że na ul. Milickiej jest niebezpiecznie, nie są odśnieżane chodniki, nie świeci latarnia, nie ma stołówki, nie ma świetlicy, sala gimnastyczna to nora.
K.J.: Jednak dotychczas to rodzice chcieli, aby ich dzieci z klas młodszych właśnie tam uczęszczały, ponieważ twierdzili, że jest tam spokojniej i bezpiecznie. Czy naprawdę ten budynek na Milickiej straszy? Przecież uczęszczają tam również dzieci z przedszkola oraz dzieci niepełnosprawne?
S.W.: Klasa została przygotowana na przyjście dzieci, ławki dostosowane do wysokości ucznia. Szatnie przy sali gimnastycznej są odnowione, w budynku jest ciepło a na korytarzu wręcz przytulnie.
K.J.: To skąd te zarzuty? Z niewiedzy? A bezpieczeństwo?
S.W.: Kiedyś budynek nie był wysokiego standardu, pewnie teraz nie jest tam także rewelacyjnie. Jednak wiele nakładu pracy włożono, aby szkołę przystosować. Jest bezpiecznie, auta nie mogą wjechać na teren kompleksu, ponieważ przy bramie zamontowano kod. Zapewniam, że kadra dba o to, aby zimą dzieci bezpiecznie dotarły do domu po odśnieżonych chodnikach.
K.J.: A kwestia świetlicy i stołówki? W jaki sposób miało to funkcjonować?
S.W. : Stołówki nie ma na miejscu, jednak rozwiązaniem miał być catering, tak jak jest to zorganizowane w przedszkolu. A na świetlicę dzieci, w towarzystwie wychowawcy, przychodziłyby do budynku głównego szkoły. Również na zajęcia komputerowe.
K.J.: Pozostaje kwestia nieszczęsnej sali gimnastycznej, czy jest tam aż tak źle?
S.W.: Okna są wymienione na plastikowe, tylko małe okienka pozostały do wymiany. Szatnie są odnowione. Przez cały czas dzieci ze szkoły uczęszczają na zajęcia wychowania fizycznego również na ul. Milicką.
K.J.: Po wizycie rodziców podjął Pan decyzję, że jednak dzieci z klas trzecich pozostaną w budynku głównym szkoły?
S.W.: Z uwagą wsłuchuję się we wszystkie argumenty, zarówno krytyczne, jak i głosy poparcia ze strony rodziców uczniów, dlatego dołożyliśmy wszelkich starań, aby dzieci mogły pozostać w budynku głównym.
K.J.: Jakie rozwiązanie Pan znalazł?
S.W.: Pokój nauczycielski przekształcono w salę lekcyjną, a nauczyciele będą mieli swój pokój w gabinecie, w którym dotychczas odbywały się zajęcia indywidualne. Propozycję tych zmian przedstawiłem burmistrzowi już we wtorek, po spotkaniu z rodzicami. W czwartek, w czasie wizyty zastępcy burmistrza, uzgodniliśmy ostateczny kształt naszych działań. Uzyskałem zapewnienie ze strony organu prowadzącego, że – jeśli zajdzie taka potrzeba – znajdą się środki na realizację takiego rozwiązania. Zaznaczam, że wszystko to odbyło się przed wizytą ekipy telewizyjnej. Mówiąc wprost – wbrew temu, co stwierdził redaktor TV w reportażu – problem został rozwiązany bez udziału telewizji.
K.J.: Nie wiem, czy to dobre rozwiązanie. Co więc z dziećmi z nauczania indywidualnego? Wymagają one specjalnych warunków da nauki. Szkoła jest integracyjna, więc czy dobro dzieci nie jest najważniejsze? Dlaczego kosztem zdrowych dzieci spycha się te słabsze?
S.W.: Dzieci podczas zajęć indywidualnych wraz z nauczycielem będą korzystały z mojego gabinetu.
K.J.: Dziękuję za rozmowę.
Z perspektywy czasu wszystkie zmiany okażą się dobre i satysfakcjonujące dla rodziców. Szkoda, że propozycje dyrektora nie miały szans na realizację, a rodzice dokonali ich oceny, zanim zaczęły funkcjonować. Niepotrzebnie marnujemy czas, energię na niezbyt konstruktywne zajęcia. Sporo pretensji padło pod adresem pana dyrektora, a może wystarczyło trochę zwykłej empatii? By osiągnąć jedność w oddziaływaniu dla dobra dziecka, nie wystarczy wymagać od nauczycieli, by spełniali wymagania, ale również rodzice muszą od siebie wymagać ustępstw i chęci działania. Szkoła w zeszłym roku miała wiele do zaoferowania, chociażby Piknik rodzinny, „Białą Sobotę” czy program „Wiem, co jem” – dlaczego wówczas nie było wielu rodziców? Szkoła dała im możliwość wspólnego działania dla dobra dziecka. Wspólne działanie rzadko bywa łatwe, dużo zależy od partnera – ale i tak trzeba budować dobre relacje i konstruktywnie rozwiązywać pojawiające się spory.

Katarzyna Jenek

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE