Z-Boskim

MALARSTWO I FOTOGRAFIA W DŻUNGLI WSPÓŁCZESNOŚCI

Rozmowa z prof. Andrzejem Maciejem Łubowskim, artystą malarzem i pedagogiem Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu, a także Wyższej Szkoły Artystycznej w Warszawie.

Paulina Zych: Jest pan jednym z czołowych przedstawicieli fotorealizmu w Polsce. Pana dzieła znajdują się w podręcznikach szkolnych, encyklopediach oraz muzeach. Czy w drugiej połowie lat 70., kiedy jeszcze aparaty fotograficzne nie były tak powszechne jak dziś, tenże kierunek malarstwa cieszył się większym zainteresowaniem?

Andrzej Maciej Łubowski: Relacja pomiędzy malarstwem i fotografią jest starsza niż nam się wydaje. Już w dawnych wiekach malarze wspomagali się camerą obscurą , będącą poprzedniczką aparatu fotograficznego. Przy pomocy otworka w pudełku można było przenosić obraz na płaszczyznę i właśnie holenderski XVII wieczny malarz, Jan Vermeer, używał camery obscury przy tworzeniu swoich obrazów. Używali fotografii między innymi jako wstępnego materiału do realizacji swoich obrazów: romantyczny malarz francuski Eugene Delacroix czy nasz rodzimy XIX wieczny malarz Aleksander Gierymski.

Pojawienie się fotografii miało wpływ na malarstwo w różnych aspektach. Impresjoniści swoje rozproszone pejzaże malowali pod wpływem niedoskonałej fotografii tamtego okresu. Edgar Degas malował swoje tancerki w uchwyconym ruchu niemożliwym do osiągnięcia przez pozujące modelki. Fotografia wpłynęła także na zaabsorbowanie się artystów, poprzez malarstwo, inną problematyką niż wierne odzwierciedlanie rzeczywistości. Pojawiły się abstrakcjonizm w różnych odmianach i inne XX wieczne prądy w sztuce.

Hiperrealizm, czy jak kto woli fotorealizm, jest konsekwencją pop-artu, kierunku powstałego w latach 60. ubiegłego wieku, w którym fotografia jako popularny element konsumpcyjnej cywilizacji zachodniej została wchłonięta w obręb działania tego kierunku. Pop-art zajmował się przedmiotem zakorzenionym właśnie w cywilizacji zachodniej. W Polsce, w tamtym czasie, trudno mówić o cywilizacji konsumpcyjnej.. Były pewne groteskowe próby wprowadzenia dobrobytu w epoce Gierka. W Polsce fotorealizm służył czemuś innemu. Stawał się sztuką krytyczną. Kontestował oficjalny opis rzeczywistości. Dzisiaj fotografia jest obecna w sztuce młodych malarzy. Jest ona przetwarzana ale powszechnie obecna. Nie ma to więc wiele wspólnego z doskonałością fotografii.

PZ: Ostatnio bardzo modne stało się fotografowanie wszelkimi aparatami fotograficznymi, również tymi, znajdującymi się w telefonach komórkowych i tabletach. Co z malarstwem? Fotografia je wypiera?

AMŁ: Rzeczywiście, obecnie jest zalew wszelkiego rodzaju fotografii. Związane jest to z rozwojem aparatów cyfrowych także tych w telefonach komórkowych. Najbardziej tym się martwią artyści fotograficy, bo przecież fotografia też jest dziedziną sztuki. Kiedyś byli prekursorami, wprowadzali fotografię w obszary sztuki. Teraz zalew pojawiających się wszędzie fotografii spowodował solidny zamęt. Myślę, że na malarstwo nie ma to negatywnego wpływu.. Malarstwo to inne medium i fotografia jest w nim w swoisty sposób przetwarzana. Malarstwo nie jest tak powszechne i wymaga innych umiejętności.

PZ: Kim byli ludzie, którzy zlecali panu malowanie swoich portretów?

AMŁ: Muszę tutaj od razu powiedzieć, że najbardziej sobie cenię te swoje prace, które są moimi indywidualnymi wypowiedziami i mieszczą się w mojej wizji sztuki, w których także używam autoportrety i portrety bliskich mi osób. Oczywiście maluję też portrety na zamówienie i staram się to robić najlepiej jak potrafię. Mam opanowany warsztat malarski i potrafię malować portrety, to dlaczego nie miałbym ich malować… Namalowałem wiele portretów. Trudno je wszystkie zliczyć. Zamawiają je różne instytucje i osoby prywatne. Zamawiają wyższe uczelnie do galerii rektorów. Namalowałem portret Edwarda Raczyńskiego dla Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu, portret arcybiskupa Juliusza Peatza do Pałacu Arcybiskupiego w Poznaniu a ostatnio portret Hipolita Cegielskiego dla Muzeum Rolnictwa w Szreniawie.

PZ: Bardzo często słyszy się, że „bogacze kochają dzieła sztuki”. Czy faktycznie mogą sobie na nie pozwolić tylko zamożni?

AMŁ: Kochać sztukę można nie będąc bogaczem. O tym czy się jest miłośnikiem sztuki decyduje zainteresowanie się nią a nie posiadanie drogich dzieł. Dostępność dobrej sztuki jest powszechna. Można ją oglądać w Muzeach i licznych galeriach w Polsce i na świecie. Pewnie bogaci kolekcjonerzy są miłośnikami sztuki ale często kolekcjonują ją dla lokaty kapitału lub nadania sobie prestiżu. Myślę jednak, że bez względu na motywacje, są bardzo pożyteczni.

PZ: Czy można stwierdzić, że sztuka jest kapsułą przeszłości i zwierciadłem teraźniejszości?

AMŁ: Unikam wszelkich definicji sztuki. Tak naprawdę to trudno określić czym ona jest. Historycy sztuki zastanawiają się nad napisaniem nowej historii sztuki w związku z pojawieniem się nowych zjawisk w sztuce. Mogę tylko powiedzieć, że sztuka nie jest nauką i porusza się w innych obszarach, bardziej ponad pojęciowych i intuicyjnych, jest poznaniem rzeczywistości w sposób inny niż badania naukowe. Ogólnie można powiedzieć, że dotyczy duchowości, choć będą teoretycy, którzy to zakwestionują.

PZ: Jak społeczeństwo traktuje dziś dzieła sztuki? Czy potrafi je zrozumieć?

AMŁ: Problem jest w tym, że sztukę należy odbierać przy pomocy odczuwania, a nie racjonalnych osądów. Okazuje się, że młodzi ludzie, a nawet dzieci lepiej odbierają sztukę niż przeciętni dorośli ludzie. To jest wina edukacji i stereotypowego oglądu rzeczywistości. Są jednak wrażliwi ludzie, którzy odbierają sztukę poprzez bezpośrednie doświadczenie i jest im ona potrzebna.

PZ: Co dzieje się w muzeach i na wystawach? Czy te miejsca odwiedzają głównie ludzie ze środowiska artystycznego?

AMŁ: Myślę,że muzea i wystawy odwiedza wiele ludzi i nie tylko ze środowiska artystycznego. Oczywiście sztuka wysoka wymaga pewnego ukształtowania odbiorcy i ma to wpływ na skalę zainteresowania. Myślę, że w tym przypadku liczy się jakość a nie ilość. Istnieją przecież oferty kulturalne zaspakajające bardziej popularne potrzeby.

PZ: W Japonii, na przykład, cennym dziełem sztuki, dziedziczonym z pokolenia na pokolenie jest bonsai, miniaturyzowanie drzew lub krzewów. A czym wyróżniamy się obecnie my, Polacy?

AMŁ: Japonia jest specyficznym krajem. Miałem możliwość przekonać się o tym podczas pobytu w nim. Tam dużą wagę przykłada się do tradycji, ale jednocześnie w pragmatyczny sposób korzysta się z osiągnięć współczesności. My przynależymy do kultury Zachodu i nie mamy takiego przywiązania do tradycji. Nie wiem czy to dobrze czy źle.

PZ: W Japonii współorganizował pan wystawę w galerii Caso, jak to wyglądało? Czy było to zderzenie dwóch światów? Zachodniego z dalekim, dla nas, wschodem?

AMŁ: W październiku 2012 roku wraz z innymi polskimi artystami brałem udział w wystawie grupy artystów japońskich A21 w Galerii Caso w Osace. Ta grupa licząca około 100 osób od wielu lat współpracuje ze środowiskiem plastycznym Poznania i całej Polski. Artyści owi określają się jako tworzący w stylu zachodnim i wystawiają prace w krajach europejskich. Szczególną sympatią darzą właśnie Polskę. Uprawiają oni sztukę ,która używając formy zbliżonej do praktykowanej w sztuce zachodniej przekazuje treści zakorzenione w tradycji japońskiej.

PZ: W większości polskich domów dominują dziś na ścianach modne tryptyki lub reprodukcje kupowane w dyskontach. Mają one za zadanie wystroić wnętrze i pasować kolorystycznie do pozostałych aranżacji. Czy jest to profanacja sztuki? Można w ogóle użyć takiego określenia?

AMŁ: Czy to można uważać za profanację sztuki? Zjawisko to nie dotyczy sztuki jako takiej. Istnieje coś takiego jak design czyli sztuka projektowa służącą celom użytkowym. Design może też być na wysokim poziomie. Będąc w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku widziałem całe piętro poświęcone ekspozycji designu. Myślę jednak, że lepiej sobie w mieszkaniu powiesić oryginalny obraz.

PZ: Czym właściwie powinna być sztuka i co zrobić, by jej przesłanie dotarło do przeciętnego Kowalskiego?

AMŁ: Nie wiem czy należy tak zabiega o przeciętnego odbiorcę. Odbiorca sztuki powinien być nieprzeciętny czyli odpowiednio uformowany. Myślę, że jak zwykle chodzi tutaj o odpowiednią edukację i chęci samych zainteresowanych.

PZ: Jak ocenia pan dzisiejszą promocję kultury i sztuki?

AMŁ: Jest coraz gorzej. Przyjęliśmy złe wzorce z Zachodu. W środkach przekazu i prasie promuje się płytkie zjawiska komercyjne. Sztuki plastyczne czy jak ktoś woli wizualne nie są prawie wcale promowane. Na szczęście jest Internet i tam można zorientować się co się dzieje w tej dziedzinie.

PZ: Powszechnie wiadomo, że żyjemy w czasach komputeryzacji i masowej reprodukcji, to może zagrażać, czy pomagać sztuce?

AMŁ: Tutaj należy powiedzieć, że komputery i inne osiągnięcia współczesności służą sztuce. Istnieje sztuka nowych mediów, która jest bardzo poważnie traktowana. Jej pojawienie się spowodowało, że tradycyjna teoria sztuki jest niewystarczająca. Właśnie nowe zjawiska spowodowały dążenie do napisania nowej historii sztuki w której się one zmieszczą. Sztuka nowych mediów wpłynęła na tradycyjne dyscypliny sztuki. Wydawało się, że tradycyjne dziedziny sztuki w tym malarstwo nie mają racji bytu. Okazało się jednak , że malarstwo powróciło do łask i zajmuje jakieś tam miejsce wśród różnych dyscyplin sztuki. Jeżeli o mnie chodzi to zarówno aparat cyfrowy i komputer są moimi narzędziami pracy przy przygotowaniach do realizacji obrazów. Są to takie narzędzia jak każde inne, więc z nich korzystam.

Paulina Zych

 001719 (1)Andrzej__Maciej_úubowski_(2)

 

 

 

 

 

 

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE