IMG_0189

Koncert, koncert i po koncercie!!!

Skoro koncert ten odbywał się w karnawale, to i atmosfera musiała być odpowiednia do terminu. 31 stycznia, niemal w środku czasu zabaw, odbył się w sali kominkowej Gimnazjum nr 1 w Drezdenku koncert pani Aleksandry Bałachowskiej, solistki opery poznańskiej i pana Adama Kutnego, jeszcze studenta Akademii Muzycznej, ale już wielokrotnie wyróżnionego w konkursach międzynarodowych. Przy fortepianie pan Michał Francuz, znakomity solista, którego chwalą również jako akompaniatora.
Polacy nie mogą się pochwalić w dziedzinie komedii, operetki czy musicalu. Po Fredrze, a potem po Zapolskiej raczej nikt już nie napisał dobrej komedii. Także filmy komediowe (no, może poza hitem „Sami swoi” Chęcińskiego, ale to śmieszy tylko Polaków) nie zdobyły Europy, nie mówiąc o świecie. Może nie za bardzo potrafimy się śmiać z siebie. Nie zmienia to faktu, że na przestrzeni 150 lat mieliśmy wielu znakomitych aktorów i śpiewaków wykonujących dzieła komediowe, operetki i musicale w sposób fenomenalny. Na koncert przyszli liczni miłośnicy bel canta, których znam z koncertów letnich. Cieszy fakt, że wśród publiczności znalazły się dwie wybitne postaci drezdeneckiej kultury, wyróżnione ministerialnym odznaczeniem „Zasłużony dla Kultury Polskiej”: Teresa Debaere i Zbigniew Kubasik.
Koncert rozpoczęły arie z opery Mozarta „Czarodziejski flet”, przepiękne perełki w stylu buffo. Aria Papagena, a potem duet Papageny i Papagena. Już imiona postaci budzą śmiech, a na scenie i melodia i tekst dają aktorom komediowym wielkie pole do popisu. Potem Gounod i Donizetii. Przepiękna aria Julii z opery „Romeo i Julia” przywołuje wszelkie anegdoty o śpiewaczkach. Ot! Choćby rozmowa młodej śpiewaczki z jej mężem:
– Dlaczego ty zawsze wychodzisz na balkon, kiedy ja śpiewam? – pyta ona
– Bo nie chcę, by sąsiedzi myśleli, że cię biję!
A „Don Pasquale”? To ciągłe marzenia starszych panów (w przypadku tej opery po sześćdziesiątce), by poślubić młodą żonę. Oj, jak to się kończy, nie powiem, za to zachęcam do obejrzenia tej opery. Po arii szampańskiej z opery „Don Juan” i śpiewnym walcu Chopina zaczęły się utwory ze znanych i lubianych operetek i musicali. I pomyśleć, że niektóre z tych przebojów mają nie więcej niż 50 lat, a to znaczy, że nasze babcie mogły ich nie słyszeć. Ot! Choćby duet z musicalu „Upiór w operze”. Inaczej rzecz się ma z „Kto nauczył się śmiać” Churchilla z filmu „Królewna Śnieżka”. Kiedy ów film trafił na polskie ekrany w latach bodaj 30-tych XX wieku, to piosenkę tę rozsławił najsłynniejszy wówczas chór Dana z Mieczysławem Foggiem na czele. W dalszej części wielkimi brawami licznie zgromadzona publiczność przyjęła arię mleczarza Tewiego ze „Skrzypka na dachu”… „Gdybym był bogaty”. Tu znów warto przytoczyć fragment treści tego i wesołego, i rzewnego dzieła. Otóż na stwierdzenie jednego z bohaterów, że „pieniądze to plaga ludzkości” Tewie odparł: „To Panie Boże ześlij na mnie tę plagę”. Po arii Kunegundy z opery „Candide” Bernsteina pani Ola i pan Adam zaśpiewali „Dziewczęta z Barcelony” Dostala, a w finale pan Michał Francuz „The enterteiner” z filmu „Żądło”. Publiczność drezdenecka przyzwyczajona do bisów usłyszała na koniec znany i lubiany duet „Usta milczą, dusza śpiewa”. I tak w doskonałym nastroju można było wracać do domu. Na koniec jeszcze podziękowania. Darczyńcom. Pani Dorocie Karcz -Więckiewicz, Nadleśnictwu Smolarz i dyrekcji Meprozetu w Drezdenku za sfinansowanie tego wydarzenia, a panu Zbigniewowi Kubasikowi, pomysłodawcy, za wszelką pomoc w organizacji koncertu.

Wiesław Pietruszak

IMG_0181_1IMG_0174_1IMG_0173_1IMG_0172_1IMG_0169_1

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE