bandura

Rok teatru 2015. 250 lat temu powstał pierwszy teatr narodowy

      Rok 2015 decyzją Sejmu RP – ponoć nie było głosów przeciwnych – jest rokiem trzech wielkich filarów naszej tożsamości. Zacznę od tego mi najbliższego… Jana Pawła II. Tu chyba nie muszę niczego uzasadniać. Żyliśmy z Nim, słuchaliśmy Jego homilii. Wreszcie w roku 1989 wydobyliśmy się na niepodległość. Kolejną osobą jest urodzony 600 lat temu kronikarz, jakże bliski naszemu miastu (wspomina Drezdenko), Jan Długosz. Trzecim niespersonifikowanym bohaterem jest teatr narodowy. W pierwszej chwili zastanawiałem się, dlaczego przyjęto rok 1765 jako datę rozpoczęcia działalności polskiego teatru, a nie rok 1725, kiedy to powstała w stolicy tzw. „operalnia” , miejsce, gdzie wystawiano opery. I tu kluczowym słowem okazało się określenie „teatr narodowy”. Faktycznie. Założony przez Stanisława Augusta Poniatowskiego teatr miał na celu stworzenie przy królu stałego zespołu teatralnego, który to zespół grałby znane i lubiane sztuki w języku ojczystym. Wcześniej na ogół sztuki wystawiały trupy wędrowne. „Aktorowie Narodowi Jego Królewskiej Mości”, bo taką nazwą się szczycili, grali sztuki po polsku, dzięki czemu najcenniejsze utwory literatury europejskiej trafiały pod nadwiślańskie strzechy. Szczególny rys teatrowi temu nadał Wojciech Bogusławski, nie bez przyczyny uznany za ojca polskiego teatru. Zasady, jakie na przełomie XVIII i XIX wieku przyjęto dzięki autorowi „Nędzy uszczęśliwionej”, przetrzymały wszelkie zawieruchy i aż do roku 1915 Teatr Narodowy był jedynym miejscem, obok kościoła, gdzie publicznie mówiono po polsku. Miał więc teatr misję niemal taką, jak polski kościół. O sile tej placówki stanowili znakomici aktorzy. Zresztą nie inaczej jest dziś. Tu przywołam pewną anegdotę z lat zaborów. Otóż w sądzie odbywała się jakaś rozprawa, w której świadkiem był wieki aktor Jerzy Leszczyński, dysponujący tubalnym głosem. A były to czasy, gdy na takie procesy przychodziły tłumy ludzi. Carski urzędnik (nielubiany przez Polaków, mówiąc oględnie) pyta Leszczyńskiego:
– Jak daleko świadek stał od zdarzenia?
– 48 kroków, dwie stopy i cztery palce – padła odpowiedź
– Że też świadek tak dokładnie policzył odległość? – rzekł urzędnik
– Bo wiedziałem, że jakiś dureń o to zapyta.
Nie muszę tłumaczyć, że każde takie „kopnięcie” znienawidzonego zaborcy budziło entuzjazm ludzi i tworzyło legendę. Oczywiście czasami kończyło się źle dla delikwenta. Tu kolejna historia. Było to już po Powstaniu Styczniowym. Wielkim artystą tamtego czasu był znakomity śpiewak operowy Julian Dobrski, pierwszy wykonawca roli Stefana w „Strasznym dworze” Stanisława Moniuszki. Uczestniczył on często w wiecach patriotycznych. W tamtym czasie polscy śpiewacy konkurowali z włoskimi. Dyrektorem Teatru Wielkiego w Warszawie był Włoch, który doniósł na Dobrskiego władzom carskim. Polski śpiewak stracił pracę. Cokolwiek by nie powiedzieć, teatr, literatura, malarstwo i muzyka ocaliły tożsamość narodową Polaków i dlatego te rocznice wplatamy w nasz dzisiejszy rytm zdarzeń, ku pamięci potomnym, a także dla budowania naszej tożsamości.
Wychodząc naprzeciw potrzebom mieszkańców Drezdenka, szczególnie szkół odbędą się spotkania z panem Janem Tomaszewiczem, znakomitym dyrektorem teatru w Gorzowie Wlkp. Postaramy się dotrzeć do szkół i zorganizujemy spotkanie dla mieszkańców.

Wiesław Pietruszak

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE