eJPS_5243

Lekcja cierpienia i umierania

Każde cierpienie jest ważne i tak samo boli, a jednak cierpienie Papieża Jana Pawła II przeżywaliśmy szczególnie. Ojciec Święty pojawiał się w oknie i milczał. Miał przed sobą mikrofon, nie miał jednak siły wypowiedzieć ani jednego słowa. Radość z Jego ujrzenia mieszała się ze smutkiem i szlochem. Trudno było prosić Boga, by położył na nasze usta to jedno pokorne zdanie pełne zawierzenia: „Ojcze, nie jak ja chcę, lecz jak Ty”. Tym razem Bóg pozostawił nam Papieża na czas Oktawy Wielkanocy nie tylko cierpiącego, ale i umierającego. Już w Wielki Piątek odbyła się liturgia – pierwszy raz w historii pontyfikatu bez Jego czynnego udziału. Na początku uroczystości kard. Camillo Ruini, papieski wikariusz dla diecezji rzymskiej, odczytał list od Ojca Świętego: „Duchowo jestem  z  Wami w Koloseum, w miejscu, które budzi we mnie wiele emocji i wspomnień”. Przypominając  Mękę Chrystusa na krzyżu, Papież wyznał: „Ja również ofiarowuję moje cierpienie, aby mógł zrealizować się plan Boży, a Jego słowo dotarło między ludzi. Wyrażam bliskość z tymi wszystkimi, którzy doświadczają teraz cierpienia. Modlę się za każdego”. Po odczytaniu listu na telebimach pokazano Jana Pawła II w swojej kaplicy, uczestniczącego duchowo w Drodze Krzyżowej Wielkiego Piątku. Podczas ostatniej – XIV stacji w symbolicznym geście Ojciec Święty wziął do ręki krzyż, tak jak czynił to w ostatnich latach, gdy nie mógł już iść z procesją. Patrzyliśmy razem z Nim na krzyż.

Papież cierpiący i umierający. Godnie i ze spokojem. Po śmierci Papieża zwykły dzień dyżuru w kancelarii parafialnej. Dzwonek, w drzwiach znowu cuchnący alkoholem, brudny i nieogolony mężczyzna. Znowu prosi o chleb. Akurat na moim dyżurze, zawsze pijany, a ja z gestem pogardy wręczam mu kanapkę. Tym razem spróbowałem popatrzeć na niego inaczej. Zamknąłem za nim drzwi, trochę delikatniej niż zwykle, i pomyślałem: A może on chce również porozmawiać?

Już drugi tydzień go nie ma. Tej zaniedbanej postaci, która wędruje ulicami może daleko od księdza, od Kościoła jak ludzki cień, jak niechciany wyrzut sumienia. Czasami aż przecieram oczy, by uwierzyć, że to nie jest sen, żadna jawa. To po prostu szara rzeczywistość i ja w niej. Z nowym spojrzeniem, tym od wewnątrz.

Minęło  dziesięć lat od wyjścia z kłębka żałobnych dni i nocy. Dzisiaj już Święty Jan Paweł II stoi teraz w oknie domu Ojca, widzi nas i nam błogosławi. Tak, pobłogosław nas, Ojcze Święty. Ty wiesz, dobrze wiesz…

                                                                                                                      Ks. Jerzy Hajduga

Drezdenko 2005 – 2015

 

 

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE