bartoszewski

Po śmierci Władysława Bartoszewskiego

      Miałem wielkie szczęście, że udało mi się zorganizować dla naszej młodzieży spotkania z kilkoma ludźmi, którzy zapisali wyjątkowo piękną kartę w historii Polski: Stanisław Broniewski – naczelnik Szarych Szeregów, Jan Nowak-Jeziorański – słynny kurier Armii Krajowej, Zdzisława Bytnar matka „Rudego” i oficer Armii Krajowej, wreszcie Władysław Bartoszewski, którego życiorysem można obdarzyć kilka osób. Miałem do tego pokolenia stosunek szczególny, gdyż zawsze byli dla nas, harcerzy niezależnych, wzorem do naśladowania i wsparciem w trudnych latach osiemdziesiątych. Tu, w       Drezdenku ciągle z tą samą pamięcią wspominam panów Stanisława Kasiniaka i Andrzeja Depo.
Zacznę od anegdoty. Przez szereg lat uczestniczyłem w spotkaniach organizowanych przez „Tygodnik Powszechny” z okazji imienin Jerzego Turowicza. Zawsze mile widzianym gościem był Władysław Bartoszewski. Powierzano Mu laudację na cześć solenizanta, gdyż jak to uzasadniał Krzysztof Kozłowski: „Władek powie w pięć minut to, co każdy inny powiedziałby w godzinę”. To prawda. Mówił szybko, ale zawsze do rzeczy i interesująco.
Przyznam, że nie miałem większych kłopotów ze zorganizowaniem spotkania z profesorem Władysławem Bartoszewskim. Miało ono miejsce w Fundacji Schumana w Warszawie. Najpierw usłyszeliśmy wspomnienia z lat 1939-45. To była niezmiernie ciekawa lekcja. Ktoś z uczniów spytał Go o patriotyzm w tamtym pokoleniu: „Patriotyzm? Nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy. Nikt nie rzucał jakiś górnolotnych haseł. Po prostu, gdy przyszedł czas wojny, a mieliśmy wówczas po 17-18 lat i nie mogliśmy pójść do wojska, zapisaliśmy się do innych służb. Ja we wrześniu 1939 roku nosiłem do szpitala ofiary bombardowań. To było straszne doświadczenie dla siedemnastolatka nienawykłego do widoku krwi.” Potem mówił o swoich wyborach po wyjściu z więzienia stalinowskiego w roku 1954 (aresztowany pierwszy raz w roku 1946 do 1948 i potem w 1949 do 1954). Spotkanie trwało niewiele ponad godzinę, choć pytań było sporo, jednak prof. Bartoszewski, ciągle zabiegany, spieszył się na kolejne. Czasami to lepiej, że z takiej lekcji wychodzi młodzież z pewnym niedosytem, bo potem chętnie sięgają po lektury, by pogłębić swoją wiedzę. Myślę sobie, że zetknięcie z pokoleniem Kolumbów, pokoleniem, które wydało K.K. Baczyńskiego, J. Hartwig, Z. Herberta, T. Różewicza i wielu innych wybitnych ludzi, mających osiągnięcia nie tylko na niwie kultury, zaraża bakcylem patriotyzmu i mądrości. Na koniec jeszcze przywołam tekst napisany przez Władysława Bartoszewskiego w roku 1943: „Pamiętaj, że Polska to nie kilkadziesiąt milionów „sobiepanów”, ale wielki naród, mający wspólne cele i wspólne obowiązki wobec historii. Bądź czynnikiem zgody i mądrego kompromisu. Całkowitej nieustępliwości i niechęci do współpracy nie uważaj za cnotę. Dopatruj się w tym raczej ciasnoty umysłowej.” Tych rad jest jeszcze więcej. Warto je przeczytać. Zawarte są w książce „…mimo wszystko”, będącej wywiadem z Michałem Komarem. Gdy odchodzą tacy ludzie, płacze całe niebo.

Wiesław Pietruszak

Na zdjęciu (Wpis do kroniki LO w Drezdenku)

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE