Jerzy Skrzypczyński

35 rocznica „Solidarności”

Solidarność      Pamiętam tamten czas i tamtą atmosferę. Był to okres, gdy dzieliliśmy społeczeństwo na naszych i na tamtych. Trzecia opcja nie istniała. Do Drezdenka „Solidarność” dotarła ze sporym opóźnieniem, gdyż zawsze na prowincję wszelkie ruchy dochodziły niczym echo. Zresztą, gdyby to tutaj coś się zaczęło, natychmiast ówczesna władza by to rozpędziła i „pies z kulawą nogą” by za nami się nie odezwał. Inaczej, gdy wydarzenie wybuchło w dużym mieście, a wspierały je autorytety ówczesnej opozycji, które miały posłuch w świecie demokratycznym. Wtedy każdy ruch, mający na celu wybicie się na niepodległość, nagłaśniałyby zachodnie media. Nasze w kraju milczały. Cenzura!!!

Strajki na Wybrzeżu wybuchły w sierpniu 1980 roku, a na ich czele stanął Bogdan Borusewicz. Chodziło o przywrócenie do pracy dwojga pracowników: Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy. Lista bohaterów tamtych wydarzeń jest bardzo długa. Szybko do Gdańska dołączyły niemal wszystkie duże miasta i środowiska, które trwały w opozycji od lat sześćdziesiątych. 31 sierpnia ostatecznie podpisano porozumienie mające kolosalne znaczenie historyczne. Na chwilę wszyscy daliśmy unieść się emocji i zaczerpnąć świeżego powietrza na skrawku wolnej Ojczyzny. Tak! Bo wtedy „Solidarność” znaczyła wolność.

      Szybko po podpisaniu umów w Gdańsku płomień nadziei rozprzestrzenił się na mniejsze miasta i wsie. W Drezdenku do tego ruchu przystąpiły niemal wszystkie zakłady pracy: Odlewnia, Papiernia, Gminna Spółdzielnia, Przetwórnia, nauczyciele i lekarze. Nie przypominam sobie środowiska, które byłoby poza tym ruchem. Pierwszym szefem „Solidarności” został pan Bogdan Pupel. Nie byłem w głównym nurcie ówczesnych związków zawodowych, a jedynie szarym jej członkiem, więc szczegóły pozostawiam tym, którzy wówczas tworzyli historię tu w Drezdenku. Powiem jedynie, że po 13 grudnia znaleźli się wśród ludzi tamtej „Solidarności” tacy, którzy poparli stan wojenny. Nie zmienia to faktu, że ze związkiem związani byli wspaniali ludzie, tacy, jak Leszek Onichimowski, Andrzej Dębski, Edward Weidemann i wielu innych. Wymieniam tych, którzy odeszli i zapisali piękną kartę dziejów tego miasta, bo rzeczą naturalną jest to, że odchodzimy. Podkreślam to, by przypomnieć, że dobrze o tamte wydarzenia spytać tych, którzy jeszcze żyją, nawet jeśli ta pamięć jest otarta czasem. Wrócę na chwilę do trzech wymienionych powyżej bohaterów tamtych wydarzeń. Miałem przyjemność znać każdego z nich. To wielki zaszczyt działać z takimi, jak oni. Z Leszkiem i Andrzejem spotkaliśmy się bliżej przy okazji tworzenia w roku 1989 Komitetów Obywatelskich, a z Edkiem Weidemannem dużo wcześniej w Klubie Inteligencji Katolickiej. Nie wiem czy ocalały dokumenty z owych 16 miesięcy wolności w  Drezdenku, ale wiem, że warto przypominać tamte wydarzenia, tamte wybory. Ja tej historii nie opiszę, gdyż w latach od 1978 roku zajmowałem się budowaniem zrębów niezależnego harcerstwa. Dziś o tamtych wydarzeniach z lat 1989/90 więcej może opowiedzieć pan Jerzy Skrzypczyński, ówczesny szef Komitetów Obywatelskich, ale także Stanisław Amrogowicz, Janusz Kołt i wielu innych.

       Pytanie fundamentalne, jakie ciśnie się na usta brzmi: „Na czym polegał fenomen tamtej solidarności?”. Zwracam uwagę, że papieżem był wówczas Jan Paweł II. Wcześniej odbyła się pielgrzymka, w czasie której padły słynne słowa „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi.” Tamta pielgrzymka pokazała, że nie jest nas, ludzi myślących w kategoriach wolności, aż tak mało. Ponad rok później do „Solidarności” należało niemal 10 milionów ludzi, ponad 1/3 społeczeństwa, a tego nie mogła władza zlekceważyć. Wreszcie droga, jaką obrała ówczesna elita opozycji. Droga negocjacji. Nauczeni dwuwiekową tradycją przegranych powstań zdaliśmy sobie sprawę, że łatwo wzniecić powstanie, ale potem przez 30-50 lat liże się rany, zwłaszcza gdy przeciwnik jest silniejszy. Przypomnę, że po stronie władzy była armia, milicja, służba bezpieczeństwa. Opozycja nie posiadała żadnej broni. Ówczesna władza zawsze mogła też poprosić Rosjan o „bratnią pomoc”. Dla nas znaczyło to tyle czy wejdą, czy nie wejdą. Kto wie czy gdybyśmy wówczas wybrali konfrontację (a byli zwolennicy takich rozwiązań), a nie wybrali drogi, jaką wskazał Jan Paweł II, dziś nadal nie zakładalibyśmy kolejnej opozycji.

      Na koniec jeszcze jedna refleksja dotycząca przemian z roku 1989. To prawda, że wygraliśmy wybory do parlamentu, jednak nie towarzyszył już tamtym wydarzeniom ten entuzjazm, jaki znaliśmy z roku 1980. Zakładałem wówczas w Drezdenku nauczycielską „Solidarność”. W całym mieście zebrało się nas mniej, niż wcześniej w jednej szkole. Nauczeni lekcją z 13 grudnia 1981 roku nie wierzyliśmy w cud wolności.

Wiesław Pietruszak

 (slider): Jerzy Skrzypczyński – współzałożyciel i przewodniczący Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w mieście i gminie Drezdenko; foto: http://jagodaphotosession.com  Maciej Kurłowicz

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE