DSC_4176_1

Jacek Fedorowicz w Drezdenku

      21 września, w godzinach od 18.00 – 19.30, w Bibliotece Publicznej im. ks. Józefa Tischnera w Drezdenku odbyło się spotkanie z Jackiem Fedorowiczem, kojarzonym głównie z kabaretem, choć z wykształcenia jest on artystą malarzem sztalugowym i olejnym, aczkolwiek „niesprzedawalnym”. Ukończył studia na Wydziale Malarstwa Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku (dyplom uzyskał w 1960 r.). Do Drezdenka przyjechał dzięki staraniom Wiesława Pietruszaka, który w ramach „Spotkań w puszczy” zaprasza sławnych artystów, dziennikarzy, ludzi pióra i polityków, stwarzając możliwość bezpośredniego kontaktu z ludźmi, którzy w dużej mierze kształtują oblicze naszego kraju.
J. Fedorowicz ma bardzo bogaty życiorys związany z radiem, telewizją, filmem, teatrem, działalnością estradową i publicystyczną. Czas przewidziany na spotkanie tego typu, około 90 minut, nie pozwolił na to, aby omówił on wszystkie pola swojej wyjątkowo kreatywnej działalności. Z konieczności więc ograniczył swoje wystąpienie do wątków, które w jego rozumieniu mogły wzbudzić zainteresowanie i sprowokować ewentualną dyskusję. Na początku wyraźnie zaznaczył, iż aktualne sprawy polityczne nie będą poruszane w jego wypowiedzi. Każdy człowiek bowiem ma prawo do indywidualnych poglądów i ocen, których nie da się zmienić na zawołanie.
Przywołał w swojej narracji czasy studenckie, kiedy to jako „wróg ludu” (jego ojcu skonfiskowano zakład prywatny) nie miał stypendium i sam musiał zarabiać na życie. Ale jako zdolny i niezwykle ambitny student radził sobie nieźle. Wtedy też rozpoczął współpracę z gdańskim radiem jako autor, aktor i rysownik – karykaturzysta z prasą lokalną i ogólnopolską, tj. „Dookoła świata”, „Po prostu”, „Szpilki” i „Dziennik Bałtycki”. Na trzecim roku studiów należał już do grupy zamożniejszych studentów. Wspierał więc finansowo koleżankę z młodszego rocznika, która także nie miała stypendium, gdyż jej ojciec, podejrzewany o wrogą działalność, został zamordowany przez UB w więzieniu. Po jakimś czasie została jego żoną. 20 września, tj. w przeddzień przyjazdu do Drezdenka, obchodzili w gronie rodziny 57. rocznicę ślubu.
Z sentymentem mówił o amatorskim studenckim teatrze i kabarecie „Bim – Bom”, który działał w latach 1954 – 1960. Występowali w nim m.in. Zbigniew Cybulski i Bogumił Kobiela. J. Fedorowicz należał do składu założycieli, był także aktorem i twórcą tekstów. Teatr prezentował teksty niezgodne z założeniami realizmu socjalistycznego. Aby złagodzić nieco wrogi stosunek władz do ambitnej działalności studenckiej, aluzje, „skeczyki” okraszali przerywnikami, a były to najczęściej piosenki radzieckie. „Bim – Bom” zapoczątkował zabawę w studencki teatr i ustalił zasady, na czym ta zabawa ma polegać.
W latach 1974 – 1981 był współautorem radiowego (Program III) magazynu satyrycznego „60 minut na godzinę”, którego założycielem był Marcin Wolski. Zaprosił on do współpracy Andrzeja Waligórskiego, Jana Kaczmarka i niezwykle utalentowaną Ewę Szumańską. J. Fedorowicz występował w nim w kilkunastu rolach, tworząc m.in. postacie Kolegi Kierownika i Kolegi Kuchmistrza. Jego zdaniem magazyn był „fenomenem socjologicznym i najpopularniejszym tworem w całej historii polskiego radia”. Jego wyjątkowość polegała na tym, że przez godzinę nie padało ani jedno słowo „inspirowane i lubiane przez władze”.
Prowadził też w radiu poranne pogadanki, często występował na estradzie najpierw w Kabarecie Wagabunda, a później w programie „Popierajmy się”. W stanie wojennym występował tylko w kościołach. Ale i tam władze przysyłały swoich agentów, których zadaniem było nagrywanie wystąpień opozycjonistów. Mniej groźnych działaczy nagrywano sprzętem słabszej jakości, produkowanym w Kasprzaku. Esbecy mieli niekiedy kłopoty z obsługą sprzętu, stąd zdarzały się nieprzewidziane sytuacje. Gdy nacisnęli przypadkowo niewłaściwy klawisz, dało się słyszeć, ku zdziwieniu wszystkich, tekst nagrany wcześniej, najczęściej był to fragment kazania lub mszy.
Jacek Fedorowicz napisał wiele książek, w tym „Dziełka wybrane”, wydane poza cenzurą w Chicago, w 1988 r.
Aktor i poeta wypowiedział się dość obszernie na temat swoich słabości, a dokładniej spraw, które go denerwują. Chodzi o brak należytej troski o poprawność wypowiedzi publicznych i niektórych potocznie stosowanych zwrotów frazeologicznych. Podał wiele przykładów niepoprawnych zwrotów językowych, zwłaszcza z mowy potocznej, ilustrujących jego pogląd. Zdrobnienia wyrazowe, jego zdaniem, także zbyt mocno zadomowiły się w jęz. polskim. Ale nie da się ich całkowicie wyeliminować, gdyż są integralną częścią każdego języka.
Oceniając czasy PRL-u powiedział, iż „tkwiliśmy w kadzi g….. Przy czym niektórzy po kostki, inni po kolana, a jeszcze inni po pas. Byli też tacy, co zanurzali się całkowicie lub nurkowali z lubością.
Popularny aktor i kabareciarz końcową część spotkania przeznaczył na odczytanie kilku swoich humorystycznych tekstów, wykazując przy tym kunszt aktorski w postaci gestów, mimiki, intonacji składniowej, iloczasu i transakcentacji.
Widzowie, którzy po brzegi wypełniali salę widowiskową biblioteki, często przerywali brawami narrację dostojnego gościa, który na zakończenie otrzymał kolejne gromkie brawa i wiązankę kwiatów.

Zdzisław Szproch

DSC_4165_1 DSC_4176_1 DSC_4204_1 DSC_4206_1 DSC_4209_1 DSC_4211_1 DSC_4257_1 DSC_4260_1 DSC_4266_1 DSC_4279_1 DSC_4285_1 DSC_4309_1 DSC_4312_1 DSC_4325_1 DSC_4326_1

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE