1577

Kraina Czarów w sercu Szczecina

             To zupełnie jak tajemniczy ogród. Wąskie drzwi Opery na Zamku, zaledwie uchylone, z ozdobnymi szybami, za którymi widać kawałek innego  świata, rzeczywistości, która jest inna niż to, co na zewnątrz.

       Sobotnie popołudnie. Na widowni wszystkie miejsca zajęte. Wcześniej dowiedzieliśmy się, że jest ich aż 550. Z kanału dla orkiestry dobiegają dźwięki rozmaitych instrumentów. Nagle wszystko cichnie, a na scenie pojawia się On, Jacek Jekiel, dyrektor Opery na Zamku w Szczecinie. Ze swadą właściwą wielkim wizjonerom opowiada o pracy artystów. Przedstawia  kompozytora, Przemysława Zycha, który skromnie zajął miejsce w ostatnim rzędzie. Podczas przerwy będzie rozdawał autografy na płytach z muzyką do baletu ,,Alicja w Krainie Czarów”. Publiczność entuzjastycznie wita  twórców spektaklu. W pierwszych rzędach siedzimy my, ekipa melomanów z Jedynki od lat 10 do… trochę więcej.

           Rozbrzmiewa muzyka. Unosi się purpurowa kurtyna. Zaczyna się spektakl, a właściwie, jak się później okaże, piękny sen, niezwykłe przedstawienie. Tancerze nie używają słów, przekładają tekst powieści Lewisa Carolla na język ruchu- gestu, tańca, mimiki. Trwa widowisko. Chwilami dramatyczne, wywołujące napięcie. Niewerbalny kod działa doskonale. Z uwagą śledzimy rozwój akcji. Podziwiamy perfekcyjny taniec, mowę ciała. Wraz z Alicją wędrujemy do czarodziejskiej krainy dziwacznych postaci w wielobarwnych strojach. Spotykamy Białouchego i pijemy herbatkę z Szalonym Kapelusznikiem. Obserwujemy nagłe zwroty akcji. Marcowy Zając zostaje porwany, a podwieczorek przerywa gwałtowne wejście Waleta Kier i Czerwonej Królowej na czele majestatycznej Armii Czerwonych Kart. Okazuje się, że Alicja znajduje się w samym środku walki między złem i dobrem. Jak to często bywa, są dwie królowe, a korona tylko jedna. Której z nich przypadnie? Dobrej czy złej? Ostateczna bitwa wyłania zwyciężczynię. Alicja wręcza koronę Białej Królowej. Dobro zwycięża. Kończy się przygoda. Nadchodzi moment ostatniego epizodu. Królik prowadzi Alicję do magicznego drzewa. Cudowna chwila błysnęła i odchodzi. Oklaski i okrzyki zachwytu. Owacje na stojąco. Widzowie nie spieszą się do wyjścia zupełnie tak, jakby chcieli, aby ich pobyt w magicznej krainie jeszcze trwał.

           Kiedy później, gdy wyjdziemy z opery, z nieba spadnie ogromny deszcz, tanecznym krokiem będziemy omijać kałuże i zajmiemy się tym, czym zajmują się ludzie w rzeczywistym świecie. Zajadając potrawy w przydrożnym Mc Donaldzie, będziemy rozmawiać o niezwykłym misterium, mając przed oczami ten inny ładniejszy świat. Nawet przechodnie będą wydawać się elementem przedstawienia – zupełnie jak balet, jak wielokrotnie powtarzany na próbach skomplikowany układ choreograficzny, który na scenie ma głęboki sens i  niezwykłe znaczenie.

Wioletta Kinal

 

 

                                               

 

 

 

 

 

.

 

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ