Kopiuj  z 20160224-0019

Żywa lekcja historii w ZSP w Drezdenku

 24 lutego, od 10.30- 12.00, uczestniczyłem w bardzo ciekawej lekcji historii, która odbyła się w auli ZSP w Drezdenku. Prelegentami byli Piotr Szelągowski, sekretarz ks. Tadeusza Isakowicza- Zaleskiego, mieszkający w Poznaniu i Mirosław Kowzan, autor książki „Krzyż na Perczynie”, mieszkający ostatnimi laty w Czarnkowie. Tematyka spotkania oscylowała wokół rzezi Polaków na Wołyniu, a ilustrowana była filmem „Zabili nas w Wigilię”.

            Spotkania tego typu, będące kreatywną i nowatorską formą procesu dydaktycznego, w trosce o uatrakcyjnienie zajęć nauczanego przedmiotu, organizuje p. Iwona Świekatowska, nauczycielka historii. Do licznie zgromadzonej na sali młodzieży, a także do osób zaproszonych i tych, co przybyli tu ze względu na omawianą tematykę, pierwszy przemówił Piotr Szelągowski.

            Uśpiony do jesieni 1942 r. wulkan ukraiński wyrzucał z siebie jedynie odpryski w postaci aktów dywersyjnych, sabotażowych i terrorystycznych. Ale od 13 listopada 1943 r., kiedy dokonano pierwszego masowego mordu we wsi Obórki w pow. łuckim, lawa zaczęła się wylewać, zataczając coraz szersze kręgi. Apokaliptyczny wręcz rozmiar przybrała w połowie 1943 r., kiedy to doborowe jednostki UPA przystąpiły do barbarzyńskich i makabrycznych mordów na Wołyniu.

            11 lipca (niedziela) 1943 r. nacjonaliści ukraińscy dokonali masowej rzezi ludności polskiej w Turii, Dominopolu, Swojczewie, podobnie w Kisielinie, Chrynowie, Pacyrku i Zabłociach, gdzie wymordowano ludność w kościołach podczas nabożeństwa. Pomordowanych, z których niektórzy wykazywali jeszcze oznaki życia, zakopywano do wspólnych mogił. Przy czym zakopywali na ogół miejscowi ludzie przymuszani do tego przez rozwścieczonych banderowców.

            Mordy z czerwca i lipca wywołały panikę wśród Polaków, którzy masowo uciekali z kolonii, wiosek i osad, i szukali schronienia  w miastach, zamieszkałych w głównej mierze przez ludność pochodzenia polskiego.

            Ale pozorny spokój, który nastał w drugiej połowie lipca, ciasnota mieszkaniowa w miastach Wołynia i fałszywe zapewnienia przywódców UPA o zaniechaniu rzezi, wypowiadane i rozgłaszane głównie pod naciskiem Niemców, spowodowały, że Polacy zaczęli wracać do prac żniwnych w swoich miejscowościach. Ale fala rzezi, która rozszalała się na Wołyniu w czerwcu 1943 r., zmieniając nasilenie, utrzymywała się aż do lutego 1944 roku. Z publikacji Władysława i Ewy Siemaszko „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 –  1945” wynika, że najwięcej Polaków zginęło w 1943 r. w powiecie włodzimierskim (7478).

            Drugi prelegent, Mirosław Kowzan, mówił o procesie powstawania książki „Krzyż na Perczynie” i o problematyce w niej zawartej. Praca nad książką, w której jest wiele różnorodnego materiału, trwała pięć i pół roku. Przed wojną Perczyn, położony k. Werby, 18 km od Dubna, liczył 21 gospodarstw. Z Perczyna pochodzi mama autora, która przez wiele lat nie dzieliła się z rodziną strasznymi przeżyciami związanymi z napadem band UPA na rodzinną wieś, z którego to napadu –  zrządzeniem Bożej  Opatrzności – ocalała. Autor przez wiele lat poszukiwał innych ocalałych mieszkańców Perczyna, nakłaniał ich do wspomnień, nagrywał, spisywał ich relacje i tropił wszelkie informacje prasowe.

            Z relacji świadków wynika, że pierwszy atak na kolonię Perczyn, w którym zginęła część ludności, był 20 marca, ale został odparty przez Rosjan. Drugi miał miejsce 18 maja 1943 r. i doprowadził do całkowitej zagłady wioski. Dzięki staraniom M. Kowzana w 2012 r. został postawiony krzyż w Perczynie, w miejscu, gdzie leżą szczątki pomordowanych mieszkańców. Książka, w dalszej części, omawia szeroko losy ocalałych mieszkańców kolonii: okropne warunki ekspatriacji, osiedlenie na Ziemiach Zachodnich, gospodarowanie od nowa.

            Obaj prelegenci wyrażali zaniepokojenie obecną sytuacją na Ukrainie, zwłaszcza odradzającym się nacjonalizmem i działaniami partii Swoboda Ołecha Tiahnyboka i organizacji Prawy Sektor. Nie tak dawno ich przedstawiciele mówili o swoich oczekiwaniach, twierdząc, że sprawiedliwe byłoby zabranie Polsce szeregu miast i powiatów i wcielenie ich do Ukrainy. Fakty ludobójstwa na Wołyniu określają „mianem bredni”.

            Z filmu „Zabili nas w Wigilię” zapamiętałem niezwykle charakterystyczną wypowiedź Ukraińca, prof.  historii z Tarnopola, który ubolewał nad losem Łemków, przesiedlonych na Ziemie Zachodnie w 1947 r., w ramach „Akcji Wisła”. Dodać należy, że opuścili oni kurne chaty i zacofane gospodarstwa w Bieszczadach, a dostali nowoczesne, murowane budynki  i bardziej wydajną ziemię. Poruszył on także sprawę odwetu Polaków na ludności ukraińskiej. Jasną jest rzeczą, że od początków 1943 r. Polacy zaczęli się organizować i bronić, bo gdyby tego nie robili, na Ukrainie  życie straciliby niemal wszyscy rodacy.

            Niedawno przeczytałem książkę, która należy do światowej literatury pedagogicznej ostatnich dziesięcioleci „Psyche i edukacja”, autorstwa australijskiego pedagoga, psychologa i psychoterapeuty Bernie Neville`a. Poucza ona jak władze ludzkiej duszy, przez wieki ukryte i aktualnie często niedoceniane, tj.: emocje, wyobraźnia i nieświadomość wpływają na proces uczenia się i nauczania oraz zachęca do edukacji prawdziwie kreatywnej, czyli edukacji „duszy”. Myślę, że prelekcje dla młodzieży, organizowane przez p. Iwonę Świekatowską, w pełni wpisują się nie tylko w zalecenia australijskiego pedagoga, ale także w rady i wskazówki Sylvii Rimm, autorki „Mądrego wychowania”.

Zdzisław Szproch

Kopiuj z 20160224-0013 Kopiuj z 20160224-0002 Kopiuj z 103_1774 Kopiuj z 103_1771 Kopiuj z 103_1769 Kopiuj z 20160224-0019

 

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ