4 czerwca zdj.

4 czerwca – nasze święto

My, Polacy, najchętniej obchodzimy rocznice naszych klęsk: rocznicę Powstania Warszawskiego, Styczniowego, wprowadzenia stanu wojennego. Ze wstydem mówimy o naszych sukcesach. A przecież powstanie w roku 1980 „Solidarności”, „Okrągły stół” czy reformy, jakie były udziałem polskiego społeczeństwa po roku 1989, budzą podziw całego świata. Tymczasem, co my, zrobiliśmy z tą tradycją? Najpierw ogłosiliśmy światu wszem i wobec, że do rozmów „Okrągłego stołu” stanęli zdrajcy i złodzieje, a przemiany, które doprowadziły nas do bezpiecznej ekonomicznie Unii Europejskiej i militarnie NATO było totalną porażką patriotów, a jedynie czerwoni i różowi postanowili ukarać Polaków i wepchnąć nas w tryby lewacko-socjalistycznej Unii Europejskiej. Teraz ze zdziwieniem patrzymy, że symbolem przemian w Europie Środkowej jest zburzenie muru berlińskiego. Wykrzykujemy wówczas, że to my rozpoczęliśmy demontaż systemu komunistycznego. I to niewątpliwie prawda.

Wszystko zaczęło się w Polsce

„Solidarność”, opozycja antykomunistyczna, „Okrągły stół”, Komitety Obywatelskie, reformy ( które po 27 latach doprowadziły nasz kraj, stojący kiedyś na poziomie Ukrainy, do zdystansowania byłych państw postkomunistycznych o kilkadziesiąt lat ), wejście do NATO i do Unii Europejskiej. Dlaczego ten szczególny dzień uważam za przełom w naszej historii. Przypomnę, że wtedy, 27 lat temu szliśmy do wyborów jedynie po to, by patrzeć komunistom na ręce. Nikt nie przypuszczał, że w ciągu trzech miesięcy sprawa wymknie się spod kontroli i powstanie rząd, na czele którego będzie ktoś z opozycji. Więcej, z ziemiańskiego rodu. Mam tu na myśli Tadeusza Mazowieckiego. Wyjątkową rolę w rozmowach „Solidarności” z komunistami odegrał Kościół, zwłaszcza Jan Paweł II. Myślę, że Jego ocena tamtych wydarzeń oddaje ducha narodu w okresu 1988-1990. Na dziesiątą rocznicę pierwszych niemal wspólnych wyborów usłyszymy z ust tego Polaka: „Przy okazji dzisiejszego spotkania – mówił w sejmie 11 czerwca 1999 r. – pragnę jeszcze raz wyrazić moje uznanie dla podejmowanych konsekwentnie i solidarnie wysiłków, których celem, od chwili uzyskania suwerenności, jest poszukiwanie i utrwalanie należnego i bezpiecznego miejsca Polski w jednoczącej się Europie i świecie.” W tamtym czasie Polacy marzyli o tym, by wejść zarówno do NATO, jak i do Unii Europejskiej.

U nas w Drezdenku

4 czerwca 1989 roku, to również piękny kawał historii Drezdenka. Tu także powstały Komitety Obywatelskie. Oprócz struktur odradzającej się „Solidarności” w skład Komitetów Obywatelskich wszedł Klub Inteligencji Katolickiej i inne grupy działające przy naszej parafii. Na marginesie trochę szkoda, że nikt nie pokusił się, by opisać dzieje miasteczka z lat 1980-90, gdyż my powoli odchodzimy na wieczną wartę, a i pamięć coraz bardziej szwankuje. Nie będę tu wymieniał nazwisk osób tworzących Komitety Obywatelskie, gdyż oczywiście najbliżsi są mi ci, którzy, jak ja, przyszli tu z KIK-u. Tworzenie wolnego społeczeństwa, czegoś nowego, było dla naszego pokolenia wyzwaniem. Nigdy wcześniej nie znaliśmy smaku wolności. A skoro mówię o wolności, to tej, która „jest nam dana i zadana”. Co wtedy czuliśmy? Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że na naszych oczach dzieją się sprawy przełomowe. Oto wszyscy już niebawem staną się równoprawnymi obywatelami kraju. Wcześniej ktoś taki, jak ja nie mógłby stanąć do wyborów parlamentarnych czy samorządowych, gdyż ludzie opozycji mieli status podczłowieka, obywatela gorszego pokroju. Dziś do wyborów może stanąć każdy. Do nas, obywateli należy wybór czy akceptujemy, czy też nie danego kandydata. Gdybym miał odrzucić dziedzictwo tamtego czasu od 1980 roku do dnia dzisiejszego, musiałbym napisać, że cała ta moja działalność w podziemiu, a potem aktywność społeczna i publiczna nie ma żadnej wartości. Musiałbym powiedzieć, że nie było dla mnie ani Armii Krajowej, ani Szarych Szeregów, ani Chopina, ani Moniuszki, ani Słowackiego.

Ku przestrodze

Zdaję sobie sprawę, że demokracja jako ustrój jest ułomna, że budujemy państwo o nierównościach społecznych, ale w tym miejscu zgadzam się W. Churchillem, który mawiał, że „naturalną wadą kapitalizmu jest nierówny podział bogactwa, a naturalną zaletą socjalizmu jest równy podział biedy”. Jesteśmy pokoleniem, które jakąś część życia przeżyło w Polsce socjalistycznej, w ustroju, który miał świetlane idee: piękne mieszkania, sowicie wynagradzana praca dla każdego, rozwój kultury i nauki, równość obywateli wobec prawa itp.? Tymczasem przed rokiem 1989 parlament nie był parlamentem, rząd nie był rządem, wybory nikogo nie wybierały. Jedyną realnością była przemoc. Wydarzenia w lat 1956, 1968, 1970, 1976 i 1981 pokazały, że zamiast wielkich budowli służących człowiekowi zbudowano wielkie cmentarze.

Co nas czeka?

Nie wiem, co nas czeka za 20-30 lat. Nie ja tę przyszłą Polskę będę budował. Moje marzenia już się spełniły. Wiem, że w sposób niedoskonały. Myślę, że największym sukcesem mojego pokolenia jest wydarzenie sprzed 27 laty, gdy doprowadziliśmy w bezkrwawy sposób do przemian w kraju. Nadal uważam, że to, co przydarzyło się nam 4 czerwca 1989 roku, ma znamiona cudu. Przez kolejne lata Polskę będą budować ludzie, którzy nie pamiętają tego, co nam się wydarzyło (Jan Paweł II określił to słowami: „Ale nam się przydarzyło”) wtedy przed 27 laty. My będziemy narzekać na tę młodzież, często urodzoną już w wolnym kraju, ale ponoć to normalne. My starsi zawsze mawiamy, że „za naszych czasów…”, a oni będą budować tę Polskę na miarę nowych wyzwań. Nie wiem jaką, ale mam nadzieję, że piękniejszą.

Wiesław Pietruszak

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ