14379770_831749226962613_1994161035106491799_o

Walczył o wolną Polskę na morzu, czyli torpedysta z „Błyskawicy”

Wstęp. W latach1956 – 1962 pracowałem jako nauczyciel w SP w Gościmiu. Wśród wielu moich znajomych byli dwaj bracia Pieluszczakowie, starszy Jan i młodszy Adam. Zanim z rodzinnego Susułowa, gm. Pohorce, pow. Rudki, woj. lwowskie dotarli, różnymi drogami, do Gościmia pokonali wiele przeszkód i trudności. Podziwiałem ich umiejętności kolarskie, gdyż często w godzinach popołudniowych przemykali obok szkoły, biorąc zakręt w kierunku na Skwierzynę. Ich talent w tej dziedzinie był niewątpliwy. Zazdrościłem im posiadania rowerów wyścigowych, gdyż ja o takim luksusie mogłem wtedy jedynie pomarzyć. O przeżyciach wojennych braci nic nie wiedziałem, gdyż starannie ukrywali w środowisku swoją przeszłość, która w owym czasie przynosiła tylko kłopoty i zmartwienia. Dopiero niedawno dowiedziałem się o służbie Adama Pieluszczaka na niszczycielu „Błyskawica”.  A że udział polskiej floty wojennej w walce z Niemcami, u boku Wielkiej Brytanii,  w czasie II wojny światowej, bardzo mnie interesuje, postanowiłem zmierzyć się z tematem, na przykładzie działań wojennych „Błyskawicy”.

W Armii Andersa. Adam Pieluszczak w 1940 r., w wieku lat 20, został wywieziony przez Rosjan w głąb ZSRR. W miejscu osadzenia pracował w piekarni, wykonując różnorodne czynności, w tym także pomagał przy wypieku chleba. Kiedy gen. Władysław Anders zaczął tworzyć Armię Polską, bez wahania zgłosił się do punktu werbunkowego. I od tego czasu, aż do okresu przedostania się do Persji, jego losy związane są z tą armią. Na początku 1942 r. został przewieziony do Anglii i wcielony do Polskich Sił Zbrojnych, a dokładnie do 8. Pułku Artylerii Lekkiej. Było to w marcu 1942 r. Ale już 5 lipca 1942 r. został przeniesiony do marynarki wojennej.

Losy Jana Pieluszczaka. Zgoła inaczej potoczyły się losy Jana Pieluszczaka. W obawie przed wcieleniem go do wojska rosyjskiego lub wywiezieniem na Syberię ukrył się we Lwowie. Zatrudnił się w zakładach mechanicznych, a że pracował wśród Polaków, którzy wzajemnie się wspierali i doskonale rozumieli, przetrwał tu do 1943 r.

Kiedy UPA zaczęło mordować Polaków, Jan Pieluszczak wrócił do Susułowa, ale ze względu na przewagę ludności ukraińskiej we wsi, czuł się nieustannie zagrożony. Przeniósł się wobec tego do zaprzyjaźnionej rodziny Ogrodników, która mieszkała w dużej wsi polskiej (3 tys. mieszkańców) – Tuligłowy. Tu wstąpił do AK i samoobrony. Sprawna organizacyjnie i silna samoobrona w Tuligłowach skutecznie odstraszała Ukraińców od ataku na wieś i nigdy nie odważyli się na barbarzyński napad.

Zaokrętowanie na „Błyskawicy”. Ale wróćmy do bardziej złożonych i brzemiennych w dokonania losów Adama Pieluszczaka. Po pierwszym przeszkoleniu w zakresie torpedo – minera trafił 3 grudnia 1942 r. na niszczyciel „Błyskawica”. Otrzymał legitymację marynarza nr 366/42. Został przydzielony do obsługi jednej z czterech wyrzutni torpedowych. „Błyskawica” miała ponadto w uzbrojeniu: 8 dział 102 mm, 8 nkm 13,2 mm, 4 miotacze i 2 wyrzutnie bomb głębinowych. W późniejszym czasie niszczyciel był dwukrotnie przezbrojony z myślą zwiększania siły ognia artyleryjskiego, kierowanego na przeciwnika. Wg projektu załoga miała liczyć 192 oficerów, podoficerów i marynarzy. W rzeczywistości oscylowała w granicach 200. Kapitanem w tym czasie był kmdr ppor. Ludwik Lichodziejewski.

Gdy Adam Pieluszczak został zaokrętowany na „Błyskawicy”, miała ona już za sobą ponad trzyletni bojowy szlak na morzach: Północnym, Norweskim i Oceanie Atlantyckim. W swoim szlaku wojennym przybijała do takich portów jak: Murmańsk, Nowy Jork, Durban. Szczegółowe informacje na ten temat można znaleźć w różnorodnych publikacjach książkowych oraz w Internecie.

Na Morzu Śródziemnym. W październiku 1942 r. „Błyskawica” została przebazowana z  Plymouth na Morze Śródziemne, gdzie weszła w skład zespołu floty uczestniczącej w operacji Torch – inwazji w Afryce Północnej. Początkowo pełniła służbę konwojową miedzy Gibraltarem a Algierem, później od marca do maja 1943 r. patrolowała głównie Cieśninę Sycylijską. W tym czasie odparła 15 nalotów, głównie niemieckich, ale także i włoskich. Najtragiczniejszy w skutkach był nalot Luftwaffe 12 listopada 1942 r. Zginęło wtedy 4 marynarzy (zmarli od ran ), a 46 zostało rannych.  W kadłubie i nadbudówkach naliczono ponad 200 przestrzelin. W drodze do Gibraltaru odbył się morski pogrzeb poległych. W czasie jednego z kolejnych ataków nękających został ranny odłamkiem bomby, w prawą nogę, Adam Pieluszczak. W czasie nalotów torpedowcy i  minerzy przeobrażali się w artylerzystów i pomagali w obsłudze głównie dział. To wtedy właśnie A. Pieluszczak, kierując ogniem jednego z dział,  został ranny. Innym razem miał bardzo dużo szczęścia. Bomba spadła w miejsce, które on przed chwilą opuścił, idąc w kierunku parku amunicyjnego.

7 maja 1943 r., w rejonie wyspy Morettino, niszczyciel został zaatakowany po   raz kolejny; bomby uszkodziły ster. „Błyskawica” została skierowana do następnego remontu.

Atlantyk i  Morze Północne. Po remoncie od listopada 1943 r. do I kwartału 1944 r. operowała głównie na Morzu Północnym. W połowie 1944 r. sprzymierzeńcy formują w Plymounth 10 Flotyllę niszczycieli, która ma osłaniać wejście do Kanału La Manche od zachodu. „Błyskawica” została okrętem flagowym tej operacji. Oznacza to, że na tym niszczycielu znajdował się dowódca całej flotylli. Pod koniec maja 1944 r.  patroluje  intensywnie wody kanału i rejon wyspy Ouessant. W czerwcu osłania operację w Normandii. W nocy 8 czerwca udaje się jej uniknąć storpedowania. 10 Flotylla zatopiła natomiast 2 okręty wroga i 2 dalsze poważnie uszkodziła. Po operacji w Normandii, wraz z kanadyjskimi niszczycielami, patroluje Kanał La Manche i Zatokę Biskajską. Wozi też broń francuskim partyzantom do niewielkich portów. Od listopada 1944 r. niszczyciel zostaje wcielony do 8 Flotylli w Plymounth i tropi niemieckie U-boty (niedobitki ). W styczniu 1945 r. zostaje skierowany do Cowes i tam świętuje zakończenie wojny.

27 września 1945 r. Adam Pieluszczak został przeniesiony na ORP „Wilk” jako torpedysta, a 17 maja 1946 r. na ORP „Ślązak” jako miner. Nie sposób w krótkim artykule opisać szlak bojowy „Błyskawicy”. Zasygnalizowałem jedynie ważniejsze zdarzenia z okresu, kiedy służył na niej A. Pieluszczak. Ale dokonania niszczyciela, wybudowanego w 1936 r. w stoczni John White w Cowes, są chwalebne.

W służbie Ojczyźnie. Walory bojowe niszczyciela wysoko  cenił naczelny wódz Polskich Sił Zbrojnych gen. Władysław Sikorski. Dał temu wyraz w czasie wizyty „Błyskawicy” 17 listopada 1939 r. W czasie wojny niszczyciel przepłynął 148 356 Mm, eskortował 83 konwoje, uczestniczył w 108 patrolach i operacjach, brał udział w zniszczeniu 2 i uszkodzeniu 6 okrętów nawodnych, w  zniszczeniu dwóch statków handlowych przeciwnika, uszkodzeniu 3 okrętów podwodnych, zestrzeleniu 4 samolotów na pewno i 2 prawdopodobnie. Trzykrotnie uległ uszkodzeniu podczas zadań bojowych. 4 lipca 1947 r. powrócił do kraju. Długie lata szkolono na „Błyskawicy” marynarzy Marynarki Wojennej. W tym czasie pełniła funkcję okrętu flagowego polskiej floty.

Muzeum Polskiej Marynarki Wojennej. Od 1 maja 1976 r. ORP „Błyskawica” stała się okrętem Muzeum Polskiej Marynarki Wojennej. Zacumowana jest, w sezonie letnim, przy Nabrzeżu Pomorskim, na Skwerze Kościuszki w Gdyni.

Szkolenia. Adam Pieluszczak odbył trzy kursy specjalistyczne. Pierwszy na HMS „Defiance”, w dniach od 19 października do 16 listopada 1942 r., specjalność torpedo- miner. Drugi kurs marynarski, specjalność torpedo-miner, w Centrum Wyszkolenia Specjalistów Floty na HMS „Vernon”, w dniach od 4 grudnia 1944 r. do 9 lutego 1945 r. Trzeci już po wojnie w dniach 21 stycznia do 31 stycznia 1946 r. w zakresie rozbrajania min, też na HMS „Vernon”.

Awanse. 3 maja 1943 r. awansował do stopnia starszego marynarza, zaś 1 czerwca 1946 r. awansował na stopień mata.

Odznaczenia. Za ofiarną służbę w marynarce wojennej w 1946 r. otrzymał Medal Morski. Medal ten otrzymywał każdy marynarz, który służył na okręcie wojennym co najmniej pół roku.

Przyjaciele z „Błyskawicy”. Do grona najbliższych przyjaciół A. Pieluszczaka należeli: Stanisław Niedźwiedź, Jan Kłos, Józef Klimaszewski, ? Kłosowski, Józef Tyszkowski, torpedysta Paszkiewicz, Tadeusz Czerwiński i Albin Jabłoński (w grudniu 1944 r. zmyła go duża fala z pokładu). Przyjacielem wszystkich marynarzy był nieduży pies, którego załoga otrzymała z ORP „Piorun”. Swego rodzaju maskotką była małpa, którą zdobyli marynarze u wybrzeży Afryki.

Przyjazd do kraju. Jego brat Janek, w ramach repatriacji, przyjechał wraz z zaprzyjaźnioną rodziną Ogrodników z Tuligłów i osiedlił się w Goszczanowie, pow. Strzelce Kraj. On to zachęcał Adama w listach do powrotu, roztaczając perspektywę w miarę godziwego życia. Posłuchał jego rad i 22 grudnia 1946 r., choć przyjaciele ostrzegali przed komunistami, wrócił do Polski, do Goszczanowa. Z informacji syna – Henryka  wynika, że Adam Pieluszczak był jedynym marynarzem z „Błyskawicy, który osiedlił się na Ziemi Lubuskiej. Przywiózł ze sobą dwa zasobniki marynarza (worki) naładowane głównie odzieżą. Zdecydowana większość marynarzy pozostała na emigracji bądź to w Anglii, bądź wyjechała do Kanady, Australii i USA. Dotyczy to dowódców niższego i wyższego szczebla, a także wielu marynarzy. PUR, punkt przyjęć port- Gdańsk, wydał mu zaświadczenie nr 591146, umożliwiające bezpłatny przejazd do stacji Goszczanowo i zobowiązujące jednocześnie do zameldowania się, w ciągu 14 dni, w terytorialnie właściwej komendzie Milicji Obywatelskiej. W czasie pierwszej wizyty w UB w Strzelcach Kraj. dowiedział się, ku wielkiemu zaskoczeniu, że jest dezerterem i wrogiem władzy ludowej, dlatego ta władza musi mu się przyjrzeć uważnie. Wobec tego co jakiś czas, w ściśle określonych terminach, musiał meldować się w KP MO w Strzelcach Kraj. Do Strzelec Kraj., najpierw z Goszczanowa, później z Gościmia, do którego przeprowadzili się pod koniec lat 40. XX w, dojeżdżał rowerem wyścigowym, który przywiózł sobie z Anglii.

W „uścisku” władzy ludowej.  Nie udało się ustalić, jak długo A. Pieluszczak musiał meldować się w UB w Strzelcach Kraj. Ale zastraszany i osaczany żył w ciągłym napięciu. Przygotowywał żonę na najgorsze, mówiąc: „może nastąpić taka sytuacja, że już ze Strzelec Kraj. nie wrócę do domu”.  Ale na szczęście wracał, choć przygnębiony, z natłokiem różnorodnych myśli, ale ku radości rodziny, wracał. Myślę, że rower i wyścigi kolarskie były dla niego antidotum na stres i wewnętrzne niepokoje. Jeszcze w 1958 r. UB roztaczało nad nim „opiekę”. Kiedy zmarła jego mama w Susułowie, na Ukrainie, chciał jechać na pogrzeb, dlatego zgłosił się do Wydz. Paszportowego Policji w Strzelcach Kraj. Ale stąd odesłano go do Zielonej Góry, a ta  dalej do Szczecina. A w Szczecinie poinformowano go, że jako wróg państwa ludowego paszportu nie dostanie. Na pogrzeb nie pojechał. Ale zadziwiające jest, że trasę Gościm – Strzelce Kraj.- Zielona Góra – Szczecin – Gościm przejechał w ciągu jednego dnia, na rowerze. A miał wtedy już 39 lat.

Nieśmiertelnik. Jest to metalowa płytka, w kształcie paska, ze stali kwasoodpornej, o wymiarach: długość 4,5 cm, szerokość 2 cm i dwóch otworach po bokach, średnicy 2mm. Każdy marynarz angielski, a także marynarze flot zaprzyjaźnionych musieli go nosić w klapie bluzy lub w kołnierzu koszuli. Służył on do identyfikacji na wypadek śmierci. Nieśmiertelnik Adama Pieluszczaka ma napis: POLISH NAVY ADAM PIELUSZCZAK

14290007_1138838089509923_8602096184453276824_o

Pieczołowicie roztacza nad nim opiekę córka Stanisława, po mężu Nowak. Nieśmiertelnik ów zawsze towarzyszył mu, zaszyty w kołnierzu koszuli, w czasie przesłuchań w UB, w Strzelcach Kraj. Adam Pieluszczak zdawał sobie sprawę z tego, że może zginąć i zostać pochowany w niewiadomym miejscu. W takiej tragicznej sytuacji nieśmiertelnik po wielu, wielu latach, w razie ekshumacji, posłużyłby za identyfikator. O nieśmiertelniku z rodziny wiedziała tylko żona. W razie śmierci marynarza nieśmiertelnik przywiązywano do ręki, nogi lub szyi w zależności od stopnia uszkodzenia ciała.

Pasja kolarska. Jazda na rowerze była jego pasją, której oddawał się niemal przez całe swoje życie. Zamiłowanie do kolarstwa rozwinął w sobie, gdy „Błyskawica” była po raz pierwszy remontowana, a jej załoga przebywała w porcie Plymouth. Rower czy też rowery, bo w międzyczasie dorobił się jeszcze dwóch, służyły mu jako środki lokomocji w drodze do pracy i z powrotem, a wyścigowe także do współzawodnictwa na szosach i kryteriach ulicznych. Największe sukcesy w kolarstwie osiągał na początku lat 50. XX w. 11 maja 1952 r. zdobył III miejsce w szosowych mistrzostwach Gorzowa, na dystansie 100 km. 24 maja 1953 r. zdobył III miejsce w I otwartych indywidualnych mistrzostwach woj. zielonogórskiego, na dystansie 100 km. PZK zakwalifikował  go do kadry i powołał na zgrupowanie przed kolejnym Wyścigiem Pokoju. Ale nawał pracy w rolnictwie i niechęć żony Marii do tego przedsięwzięcia spowodowały, że ze zgrupowania wrócił do domu. Ale z kolarstwem się nie rozstawał i nadal dużo czasu poświęcał na treningi, które wyzwalały poczucie wolności i dostarczały dużo radości.

Zintegrowany społecznie. Adam Pieluszczak, mimo iż nie czuł się człowiekiem w pełni wolnym, aktywnie uczestniczył we wszystkich działaniach społecznych, podejmowanych we wsi. Pracował wiele godzin przy budowach: remizy strażackiej, przystanku autobusowego i sklepu. Pomagał w organizowaniu zabaw tanecznych, z których dochód przeznaczano na cele społeczne. Przez wiele lat był członkiem OSP w Gościmiu i uczestniczył, jeśli nie był dłużej  poza domem, we wszystkich akcjach gaśniczych w terenie.

Rodzina. A. Pieluszczak w 1947 r. zawarł związek małżeński z Marią Ogrodnik. Małżeństwo kupiło dom i gospodarstwo o areale 3,5 ha, z przewagą łąk, w Gościmiu. Dobre łąki niejako narzucały profil produkcji- hodowlę 3 – 4 krów mlecznych. Pieluszczakowie, w miarę upływu lat, dochowali się 3 dzieci.

  1. Stanisław (1949 – 2015) był nauczycielem fizyki i chemii w Jasieniu.
  2. Stanisława, ur. 1951 r., pracowała w Urzędzie Miejskim w Drezdenku jako inspektor do spraw płac, obecnie na emeryturze, mieszka w Gościmiu.
  3. Henryk, ur. w 1953 r., najpierw pracował jako brygadzista na dziale obróbki skrawaniem, później przez ponad 20 lat był instruktorem praktycznej nauki zawodu w Odlewni Żeliwa Ciągliwego w Drezdenku. W pracy dał się poznać jako niezwykle sumienny, wysoko oceniany przez przełożonych nauczyciel. On to zachowywał szereg pamiątek po ojcu. Zachowywał, bo 8 z nich przekazał, 10 stycznia 2009 r., protokołem zdawczo – odbiorczym, Muzeum Marynarki Wojennej W Gdyni. Zachował dla siebie i rodziny jedynie album ze zdjęciami i szkicowe informacje o działaniach bojowych „Błyskawicy”. One to, wraz z ustnymi informacjami Henryka, posłużyły do napisania niniejszego tekstu. Wśród niezwykle cennych pamiątek przekazanych Muzeum jest zeszyt z osobistymi notatkami ojca, z okresu jego służby na morzu. Nie mogłem zatem zapoznać się z ich treścią. A szkoda, bo osobiste spostrzeżenia, uwagi, odczucia, nastroje, obawy i lęki charakteryzowałyby pełniej bohaterskiego marynarza.

Praca. W jakiś czas po przyjeździe do kraju otrzymał z portu Gdynia propozycję pracy w charakterze minera, ale ze względu na zbyt duże ryzyko pracy związanej z minerstwem, nie podjął jej. Zatrudnił się natomiast jako konwojent pociągów towarowych relacji Krzyż Wlkp. – Śląsk. Pociągi w owym czasie woziły na południe kraju bydło, wracały zaś naładowane węglem. Ale wkrótce, z niewiadomych przyczyn, został zwolniony. Następnie podjął pracę w charakterze listonosza, na poczcie w Gościmiu, ale i stąd, bez podania przyczyny, też go zwolniono. Kolejnym miejscem jego pracy była papiernia w Kostrzynie n/Odrą. Ale dłuższe przerwy (przyjeżdżał do domu tylko raz w miesiącu) niekorzystnie wpływały na więzi rodzinne. Szukał więc pracy, która pozwoliłaby mieszkać w domu, z żoną i dziećmi. Zatrudnił się jako pilarz na składnicach drewna: w Gościmiu, Drezdenku, Skwierzynie. I w charakterze robotnika pracującego piłą dotrwał do emerytury. Za pracę na składnicach drewna, na rzecz górnictwa, dostał skromny medal. I było to drugie odznaczenie resortowe, jakie otrzymał w swoim życiu.

Ostatnia droga. Adam Pieluszczak zmarł (1986 r.) w szpitalu wojskowym w Poznaniu, w wieku 66 lat. Wśród ludzi tłumnie żegnających zmarłego na cmentarzu w Gościmiu była delegacja  ZBoWiD-u – Oddział Drezdenko, ze sztandarem, na którym widnieje napis:  Bóg – Honor – Ojczyzna.

Zdzisław Szproch

Zdjęcia pochodzą z Albumu rodzinnego Adama Pieluszczaka z czasów II wojny światowej z ORP „Błyskawica”

14429090_1678000712518390_1315325635_n 14423669_1677979132520548_1002263756_o 14423576_1677980202520441_364473874_o 14409009_1678001005851694_1656746665_n 14407897_1677978582520603_2079719661_o 14397432_1678000909185037_524645742_n 14375358_1677980042520457_1116725661_o (1) 14360290_1677978122520649_1573577663_o 14359868_1677980255853769_908029795_o

 

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ