DSCF8066

Spotkanie po 45 latach

Nasz rocznik był z pewnością podobny do innych. To co nas wszystkich cechowało, to duma, że jesteśmy z żeromszczaka”. Tak nazywaliśmy nasze liceum umieszczone w lesie na obrzeżach Drezdenka. Sukcesy absolwentów tej szkoły niewątpliwie zawdzięczamy kadrze znakomitych profesorów i dyrektorowi, Edwardowi Urbanowi. 

Na spotkanie rocznika zdającego maturę w roku 1971 przybyło niemal 30 osób. Do tego czwórka naszych profesorów: Jerzy Dżendżera, Jerzy Giłudź, Franciszek Franieczek i ks. Jan Lange. O każdym z nich można powiedzieć historię, bo każdy z nich przez swoją autentyczność i zaangażowanie w wychowanie nas był osobowością. Jerzy Dżendżera nie tylko nauczył nas chemii i biologii, lecz również pokazywał świat muzyki. Jerzy Giłudź nie tylko znakomicie przekazywał nam arkana matematyki, lecz także wzbudzał zapał do siatkówki. Franciszek Franieczek nie tylko wprowadzał nas na fizyce w przestrzeń doświadczeń, lecz też jako zapalony turysta pokazywał na wycieczce piękno przyrody i potrafił w zaraźliwy sposób zachwycić się nad polskim krajobrazem.  Wreszcie ks. Jan Lange. Trzeba pamiętać, że był to czas niezmiernie siermiężny, głęboki komunizm. A jednak! Specjalnie dla nas, Jego uczniów, przygotowywał interesujące slajdy, a w wolnych chwilach wspólnie siadaliśmy na rower i jeździliśmy na wycieczki. Wszystkim nauczycielom „coś się dostało”. Edward Urban, który zakochany w Stefanie Żeromskim spowodował, że wiele osób z chęcią sięgało po lektury patrona szkoły. Zarażał nas swoim patronem. Mogę tak wyliczać, ale nie będę się powtarzał, gdyż niespełna rok temu wszyscy byli bohaterami mojego artykułu. Ze wspomnieniami sięgaliśmy także trochę dalej do czasów szkoły podstawowej. Wiele ciepłych słów padło pod adresem mojej matki, wówczas nauczycielki języka polskiego, a szczególne podziękowania pod Jej adresem kierowano za to, że na lekcjach zapoznawała z muzyką klasyczną. Zresztą przez cały czas przewijały się podziękowania pod adresem matki. Oczywiście ciągle uważam, że cokolwiek robiła, robiła to bardzo dobrze. A skoro moja matka, to warto także wspomnieć kolejnego gościa naszego spotkania, panią Irenę Dżendżerę, która – podobnie, jak moja matka – uczyła część z nas w drugiej szkole podstawowej. Koleżanka powiedziała o Niej, że „miała serce na dłoni”. Ot! Tacy byli nasi profesorowie z liceum, tacy byli nasi nauczyciele ze szkoły podstawowej. Takimi ich pamiętamy. Z podziękowaniem za to, co nam dali.

A my? Przyjechaliśmy dość liczną grupą. Pozwolę sobie wymienić wszystkich podając nazwiska z tamtego okresu: Maria Gaczyńska, Urszula Wysocka, Henryka Bilszta, Krystyna Zielona, Jadwiga Tomczyk, Anna Bartoszewicz, Maria Rusinek, Agnieszka Hinc, Janina Płuciennik, Bogumiła Nawrot, Jadwiga Misiołek, Helena Czernicka, Genowefa Szczecińska, Grażyna Brzostowska, Teresa Mamot, Stefania Kasper, Elżbieta Mikłasewicz, Maria Graś, Jolanta Mol, Jolanta Wiśniewska, Alicja Oryszczak, Halina Karabin, Władysław Godlewski, Wojciech Puchalski, Zbigniew Gińko, Ryszard Gapski, Zenon Czernicki i niżej podpisany. Kilkoro zatrzymały ważne inne wydarzenia. Tyle lat! Większość z nas zasiliła już szeregi emerytów, odchowała dzieci, a niektórzy wnuków i wreszcie możemy mieć więcej czasu dla siebie. Najpierw wspomnienia o naszych profesorach, o tamtych szczęśliwych dla nas czasach, o wybrykach, studniówce, maturze, o tym, że ściągaliśmy na kartkówkach czy klasówkach.  Przez nasze wspomnienia przebijało jedno, sądzę bardzo ważne przesłanie. W naszych szkolnych czasach rodzice i uczniowie mieli głębokie zaufanie do nauczycieli, a nauczyciele otaczali nas opieką. To prawda, lekcje były różne, ale każdy z naszych wychowawców był sobą. Ta autentyczność była ich atutem. Nikogo nie udawali. Tego wieczoru wystarczyło rzucić hasło. Profesor Zieleniewski. Oczywiście geografia. A skoro geografia, to czysta kartka na tablicy, na której musieliśmy rysować np. kontur Azji i zaznaczać główne rzeki tego kontynentu. Kiedy indziej zagłębia węglowe, innym razem góry. Profesor Kurowski? Proszę bardzo. Po południu dodatkowe dwie matematyki i dzielenie się z nami kolejną ciekawą przeczytaną przez Niego lekturą, a gawędziarzem był znamienitym. Ot! Takie rzucanie ziaren na glebę. Ze wspomnień widać, że na żyzną glebę. Mógłbym tak ciągnąć ten temat dalej: Stefania Butrymowicz, Zenon Szawerdo, Marian Bocian Jerzy Giłudź, Franciszek Franieczek, Stanisław Gorbaczewski, Roman Hodyl, Józef Rafalont. Każdy z nich jakąś cząstkę wiedzy w nas zostawił. O każdym mówiliśmy z wielką wdzięcznością, bo jest za co być wdzięcznym. Prawdopodobnie spotkamy się znów za rok. Mam nadzieję, że będzie nas więcej.

Wiesław Pietruszak

 absolwent „żeromszczaka” z roku 1971

 

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE