_JPS2501_1

ANNA DĄBROWSKA: JESTEM NAIWNĄ MARZYCIELKĄ, WIERZĘ W MIŁOŚĆ I DOBROĆ [WYWIAD]

To już trzynaście lat odkąd Ania Dąbrowska wydała swoją debiutancką płytę. Od tamtej pory możemy słuchać jej piosenek w znanych stacjach radiowych. Podczas wczorajszego koncertu w Drezdenku nie kryła radości z obecności „młodszej i starszej młodzieży” na widowni, a więc jednak prawdą jest, że muzyka łączy pokolenia! Postanowiliśmy skorzystać z okazji i zadać kilka pytań wokalistce, która totalnie zmieniła styl muzyczny.

Kamila Kowalczyk: Co jakiś czas łączysz świat muzyki i filmu. Nie marzyłaś nigdy o zagraniu w jakiejś kinowej produkcji?

Ania Dąbrowska: Takie marzenie miałam. Naiwne, które ma pewnie każda mała dziewczynka, aby zostać aktorką, piosenkarką albo modelką (śmiech). To te trzy zawody są najbardziej pożądane, ale jak się zżyłam z tym tematem, już osobiście przy kręceniu niektórych teledysków, akurat tych filmowych, to miałam okazję wypróbować mój wątpliwy warsztat aktorski. To nie jest wcale łatwa praca, na jaką wygląda. Wymaga warsztatu, przygotowań i talentu, którego chyba akurat do tej sfery nie mam, więc odpuściłam i przestałam o tym marzyć. Zdałam sobie sprawę, że to nie jest takie proste. Aktorem jednak nie staje się z dnia na dzień, trzeba się do tego dobrze przygotować.

K.K.: Twoja nowa płyta nosi tytuł „Dla naiwnych marzycieli” ? Jesteś naiwną marzycielką?

A.D.: Oczywiście, jestem nawiną marzycielką. Wierzę w miłość, dobroć i pomimo naszego zgorzknienia, cały czas możemy wierzyć w takie najważniejsze wartości w życiu.

K.K: Dlaczego tak długo czekaliśmy na Twoją kolejną płytę? Prawie cztery lata?

A.D.: Miałam duże zawirowania życiowe, prywatne i zawodowe. Zmieniałam managera, wytwórnię, muzyków, producentów. To był dla mnie czas dużych zmian w życiu. Nie chciałam wydać czegoś, czego nie jestem pewna. To byłoby obarczone stresem i presją, że muszę wydać kolejną płytę. Wolałam to dopracować i wiedzieć, na czym stoję. Wszystkiego się uczyłam na błędach, przez to, że tyle zmian nastąpiło. Pewnie dlatego taka przerwa.

K.K: Mówisz o zmianie producenta, managera, ale zmieniłaś również styl muzyczny. Żegnasz się z retro, idziesz w pop?          

A.D.: Rzeczywiście zmieniłam styl muzyczny. Nie było to łatwe, ponieważ sama się zamknęłam w szufladce retro. Ciężko było się z tego wyzwolić, znaleźć coś nowego, inspirującego. Właściwie zobaczyć i stworzyć siebie na nowo, swój wizerunek medialny. Było to obarczone poszukiwaniami, ale postanowiłam na samym końcu, że zwyczajnie nie będę nic planować i będę spontanicznie podchodzić do zmian. Zwyczajnie będę kobietą, która lubi zmiany. Każda z nas uwielbia zmiany, lubimy się przebierać. Mamy o tyle fajnie, że możemy sobie robić makijaż oraz dziwne fryzury (śmiech), nosić różne sukienki i pod tym względem mamy przewagę nad facetami. Pomyślałam sobie „dlaczego miałabym się ograniczać?”, więc postanowiłam być w tym wolna i posłuchać intuicji, iść za głosem serca. To wszystko potoczyło się naturalnie. Dzisiaj nie pamiętam, że byłam kiedyś retro. Jestem zupełnie inną osobą.

K.K: Masz wspaniałą rodzinę i nagrywasz płytę. Jest jeszcze coś, za czym tęsknisz w życiu?

A.D.: Ostatnio tęsknię za wakacjami, bo dużo koncertuję, cały czas jeżdżę po Polsce. Oczywiście, jest to bardzo przyjemne i miłe, ale fajnie by było znaleźć trochę czasu dla siebie. Może zwolnić tempo, odpocząć. Dzieciaki bardzo mnie zajmują, więc tym bardziej pewnie przydałyby się nam wspólne wakacje. Mogę powiedzieć, że jestem spełniona. Teraz nie mam tak, że coś w moim życiu pozostało do zrealizowania, bo na bieżąco urzeczywistniam swoje plany i marzenia. Pewnie muszę pojechać tu i tam, może zwiedzić  świat. To byłoby fajne.

Paulina Zych: Wśród artystów panuje atmosfera melancholii. Poczucie smutku inspiruje do lepszych, mocniejszych utworów. Czy Ty też coś takiego masz, że musisz przeżyć jakiś stan emocjonalny, żeby coś fajnego stworzyć?

A.D.: Prawda jest taka, że większość swoich utworów, które były największymi hitami w mojej karierze, napisałam pod wpływem uczucia nieszczęśliwej miłości. To musi być inspirujące, nie tylko dla mnie jako kompozytorki. Jak się przekonałam, trafiają one do ludzi. Identyfikują się z tym, więc może te piosenki mają taki silnik, ładunek emocjonalny przez to, że są naprawdę pisane prosto od serca. Nie wyróżniając tego czy są to wesołe, czy smutne utwory, polecam pisanie od serca o tym, co się czuje. Będziemy pewni, że w muzyce zawarta jest unikatowa, prawdziwa kompozycja, którą czujemy. Wiemy, że o czymś opowiada, a nie jest taką, wyrachowaną, tylko po to, aby istniała w radiu.

P.Z.: Jak Ci się podoba nasze miasteczko?

A.D.: Bardzo mi się podoba. Nie zdążyłam je zwiedzić, ponieważ jak jechaliśmy tutaj, co chwilę robiliśmy jakieś przystanki. Wracaliśmy z koncertu z Opola.

Rozmawiały: Kamila Kowalczyk i Paulina Zych

_JPS2355 _JPS2460 _JPS2485 _JPS2492 _JPS2496 _JPS2501

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ