Tomasz 00 (1)_1

Artylerzysta i torpedysta – dwaj marynarze z „Błyskawicy”

Tekst „Walczył o wolną Polskę na morzu, czyli o torpedyście z „Błyskawicy”, traktujący o życiu Adama Pieluszczaka, opublikowaliśmy w „ Gazecie Drezdeneckiej” we wrześniu 2016 r. (nr 7, s. 6-7). Tekst ten zamieściliśmy także w wydaniu internetowym naszej gazety. Przeczytało go tysiące osób, w tym także Stanisław Feruś ze Strzelina. On to podzielił się ze mną telefonicznie wewnętrznymi przeżyciami, które zrodziły się w nim pod wpływem treści artykułu. Stanisław Feruś poinformował mnie jednocześnie, że jego stryj Tomasz Feruś także służył na „ Błyskawicy” i po powrocie do kraju miał podobne kłopoty  jak Adam Pieluszczak. Drogą internetową przesłał mi skrótowe informacje na temat zasłużonego marynarza, które okazały się niewystarczające do napisania artykułu. Umówiliśmy się więc na spotkanie, które odbyło się w Drezdenku, 22 kwietnia br. W  tym to dniu bratanek Tomasza i jego żona Agata najpierw odwiedzili Stanisławę Nowak i Henryka Pieluszczaka w Gościmiu, u których zeskanowali wszystkie udostępnione im zdjęcia z albumu ich ojca – Adama Pieluszczaka, torpedysty z „Błyskawicy”, a później przyjechali na umówioną rozmowę. Dodatkowe, bardziej szczegółowe, informacje o Tomaszu Ferusiu, wraz z wcześniej uzyskanymi, pozwoliły na napisanie tego tekstu.

Tomasz Feruś ur. się 2 lutego 1921 r. w Turaszówce, koło Krosna (dziś jest to dzielnica tego przemysłowego miasta). W okresie międzywojennym Krosno należało do województwa lwowskiego. Rodzice Tomasza, tj. Paulina Feruś, z domu Nawrocka, i Marcin prowadzili niewielkie gospodarstwo rolne, które nie zabezpieczało w pełni potrzeb dziesięcioosobowej rodziny, dlatego ojciec pracował także poza rolnictwem, jako ślusarz.

Syn Tomasz, po skończeniu szkoły podstawowej w Odrzykoniu[1], uczył się w Zasadniczej Szkole Zawodowej, zlokalizowanej przy zakładach lotniczych. A po jej ukończeniu pracował w tychże zakładach jako spawacz.

Po klęsce wrześniowej razem z bratem bliźniakiem – Franciszkiem i bratem starszym od nich Józefem, kapłanem, misjonarzem- saletynem, opuścili rodzinne strony i udali się w kierunku wolnej jeszcze Francji. Wychowani w duchu miłości do kraju ojczystego nie mogli pozostać bezczynni, a zamierzali walczyć o wolność Polski i ratowali się przed wcieleniem do obcych wojsk niemieckich, czy w przypadku ucieczki w kierunku Lwowa wcieleniem do Armii Czerwonej albo zesłaniem na Sybir. Nocą, na rowerach, przejechali przez terytorium Węgier i w niedługim czasie dotarli do Budapesztu (około 430 km), gdzie dostali lewe paszporty jako Żydzi, uciekający do Palestyny. Przy pomocy finansowej przyjaciela Józefa Ferusia dostają się do Bukaresztu. Następnie przez Rumunię, Jugosławię przyjeżdżają do Włoch. W zeszycie ewidencyjnym Marynarki Wojennej (notatka na okładce) można przeczytać: „Przekroczył granicę rumuńską 28 września 1939 r. Kierował się przez Jugosławię, Włochy”. Dotarli do Lyonu 4 października 1939 r. We Francji ich drogi się rozeszły. Ksiądz Józef powrócił do Włoch i zamieszkał w zgromadzeniu saletynów w Turynie, gdzie przeżył całą wojnę, pełniąc posługę duszpasterską. Radosne było spotkanie księdza Józefa z oddziałem Polskiej Armii, który przez Monte Casino, Ankonę, Mediolan dotarł do Turynu. Zawiązane znajomości oraz posługi duszpasterskie ułatwiły księdzu Ferusiowi emigrację do Stanów Zjednoczonych. Bracia – bliźniacy Tomasz i Franciszek rozdzielili się we Francji.

W grudniu 1939 r. minister spraw wojskowych gen. Władysław Sikorski wyraził zgodę na ogłoszenie zaciągu ochotniczego do marynarki wojennej Polaków z terenu Francji. Zaciąg obejmował ludzi młodych, urodzonych w latach 1920-1922. Na apel zgłosiło się 997 ochotników, z których do służby na morzu przyjęto 336, w tym także Tomasza Ferusia. Natomiast Franciszk Feruś wstąpił do 2 Dywizji Strzelców Pieszych pod dowództwem gen. dyw. Bronisława Prugar-Ketlinga. 2 DSP 18 i 19 czerwca 1940 r. stoczyła bitwy z niemieckimi wojskami pancernymi o miasteczko Maiche i na wzgórzach Clos du Doubs. Po wyczerpaniu amunicji podjęto decyzję o wycofaniu wojsk do Szwajcarii. O świcie 20 czerwca 2 DSP, w kilku miejscach, przekroczyła granicę, w liczbie około 13.000 ludzi. Straty bojowe dywizji wyniosły: 41 zabitych, 134 rannych, 2544 zaginionych lub wziętych do niewoli. Żołnierze 2 DSP przetrwali tam cały okres wojny. Franciszek Feruś skończył w Szwajcarii studia w obozie studenckim Winterthur, uzyskując dyplom mgra filozofii. Oprócz niego takie dyplomy uzyskało jeszcze 8 polskich żołnierzy. Plutonowy podchorąży Franciszek Feruś, ojciec Stanisława, powrócił do kraju jesienią 1945 r. lub na samym początku 1946 roku. Jako osadnik na ziemiach odzyskanych osiedlił się w Strzelinie, gdzie przez długie lata był dyrektorem Strzelińskich Fabryk Mebli. Zmarł nagle 8 czerwca 1974 r., w wieku 53 lat, pozostawiając drugą żonę( pierwsza, z którą miał pięcioro dzieci, zmarła w 1956 r.) i dziewięcioro dzieci. Stanisław, który zabiega obecnie o utrwalenie pamięci po zapomnianym stryju, miał wtedy 7 lat.

Ks. Józef Feruś, po wojnie, najpierw wyjechał do Stanów Zjednoczonych, a w 1949 r. został przeniesiony do Kanady. W Beausejour, pod opieką ks. proboszcza, Piotra Jaworskiego, pracował jako wikariusz. Po śmierci proboszcza w 1959 r. przejął odpowiedzialność administracyjną za całą parafią. Za sumienną pracę zostaje przez Stowarzyszenie Polskich Kombatantów odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, w 1972 r. W ostatnich latach pracy duszpasterskiej opiekował się kaplicami w Cloverleaf i w Stead. Chorował na cukrzycę. Zmarł na zawał serca 6 czerwca 1973 roku,  przeżywszy 62 lata.

Powróćmy do losów głównego bohatera. Przebywał on jakiś czas w obozie Coetqidan, we Francji. Tu, będąc w 2 komp. baonu szkolnego, został odpowiednio przeszkolony i tu też złożył uroczystą przysięgę, po której 15 maja 1940 r. został zaokrętowany na „Błyskawicę”. „Błyskawica”, która od 1 maja 1976 r. jest okrętem Muzeum Polskiej Marynarki Wojennej, została wybudowana w 1936 r. w stoczni John White w Cowes, w Anglii. Do służby w polskiej marynarce wojennej weszła w 1937 r., a jej pierwszym dowódcą był komandor porucznik Tadeusz – Podjazd Morgenstern. Był to nowoczesny niszczyciel, mający w uzbrojeniu: 8 dział 102 mm, 8 nkm 13,2 mm, 4 wyrzutnie torpedowe, 4 miotacze i 2 wyrzutnie bomb głębinowych. Całkowita długość okrętu – 114 m, a szerokość maksymalna 11,3 m. Według projektu załoga miała liczyć 192 oficerów, podoficerów i marynarzy. W rzeczywistości oscylowała w granicach 200. Drugim dowódcą, od 4 stycznia 1938 r., był komandor podporucznik Włodzimierz Kodrębski. W obliczu zbliżającej się wojny trzy polskie okręty wojenne: „Grom”, „Burza” i „Błyskawica”[2] 29 sierpnia wypłynęły z Gdyni i udały się do Anglii. Najpierw zacumowały w Leith, a później w Rosyth. Kiedy Wielka Brytania i Francja 3 września 1939 r. wypowiedziały wojnę Niemcom, polskie okręty, u boku floty angielskiej, przystąpiły do działań wojennych na morzu.

Wkrótce też nasz niszczyciel wziął udział w osłanianiu ewakuacji wojsk alianckich z Dunkierki do Anglii. Była to operacja na wielką skalę, gdyż w Dunkierce znalazło się blisko czterysta tysięcy żołnierzy alianckich, głównie brytyjskich. W operacji, której nadano kryptonim „Dynamo” wzięło udział 848 statków morskich i 150 okrętów bojowych, w tym słynna „Błyskawica”. 29 maja 1940 r. Błyskawica odholowała do Dover uszkodzony i przechylony na jedną burtę brytyjski niszczyciel „Greyhound” z tysiącem żołnierzy na pokładzie. 30 maja uratowała 15 rozbitków niszczyciela „Sirocco”. Tomasz Feruś był wtedy po raz pierwszy w życiu zaokrętowany, służył na okręcie od jedenastu dni. Miał zaledwie dziewiętnaście lat.

26 maja 1940 r. „Błyskawica” wraz z niszczycielem brytyjskim „Galateą” patrolowała wody La Manche. Gdy znalazła się w porcie wraz z niszczycielem brytyjskim „Vegą” w nocy z 27 na 28 maja zostały zaatakowane przez niemiecki samolot, ale artylerzyści, a wśród nich Tomasz Feruś, odparli atak.

4 grudnia 1940 roku sztorm o sile 10 do 11 stopni w skali Beauforta, spowodował poważne szkody na pokładzie. Awarie steru usunięto dzięki ofiarności poruczników Franciszka Czelusty i Zbigniewa Węglarza[3] oraz towarzyszących im dwunastu marynarzy. Przechyły okrętu dochodziły do 62 stopni. Załoga była u  kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Po trzydziestu godzinach sztormowania okręt wreszcie wziął kurs na Greenock. Usuwanie uszkodzeń trwało do 10 lutego 1941 r.

Od 30 sierpnia 1941 r. do 11 października 1941 r., Tomasz Feruś służył na ORP „Krakowiak”[4]; który wszedł do marynarki polskiej w pierwszej połowie 1941 r. „Krakowiak” pełnił służbę na przybrzeżnych wodach brytyjskich do lipca 1943 r. Okręt dysponował silnym uzbrojeniem przeciwlotniczym i przeciw okrętom podwodnym. Miał 6 dział kal. 102 mm, 4 działa kal. 40 mm, 2 działa kal. 20 mm oraz wyrzutnie i miotacze bomb głębinowych.

W końcu 1941 r., po remoncie i przezbrojeniu, przystosowanym w większym stopniu do zwalczania okrętów podwodnych, „Błyskawica” udała się z Cowes do Scapa Flow, gdzie dodatkowo przeszkolono załogę, a następnie skierowano okręt do Greenock, gdzie włączony został do grupy eskortowej niszczycieli. Tomasz Feruś był ponownie na „Błyskawicy” od 6 listopada 1941 r., na której, poza okresami urlopowym i szkoleniowymi, służył do końca wojny.

„Błyskawica” często eskortowała duże transportowce wojska, jak np. w połowie lutego 1942 r. transatlantyk Queen Elizabeth, przewożący kilka tysięcy żołnierzy. W połowie marca 1942 r. eskortując duży transportowiec z Greenock do Reykjawiku „Błyskawica” stoczyła walkę z niemieckimi samolotami dalekiego zasięgu, a w pierwszych dniach kwietnia 1942 r. konwój, w którym był nasz niszczyciel, dostał się w strefę wyjątkowo silnego sztormu. Przechyły „Błyskawicy” dochodziły do kilkudziesięciu stopni i okręt z trudem utrzymywał równowagę. Kolejny raz załoga zmagała się z żywiołem, aż 6 kwietnia uszkodzony okręt dotarł do Greenock. 1 maja 1942 r. Tomasz Feruś został mianowany marynarzem nadterminowym.

W nocy z 4 na 5 maja 1942 r. samoloty niemieckie, nadlatujące grupami, przez około cztery godziny bombardowały miasto Cowes, którego broniła, stojąc w stoczni, „Błyskawica”. Artylerzyści naszego niszczyciela prawdopodobnie uszkodzili 2 samoloty nieprzyjaciela, a wielu innym uniemożliwili celne zrzucenie bomb. Do dnia dzisiejszego bardzo uroczyście jest obchodzona przez władze miasta i tamtejsze Towarzystwo Przyjaciół Błyskawicy obrona miasta. Z tej okazji organizowane są koncerty, przedstawienia, regaty żeglarskie, wiece i uroczyste parady. W 2017 roku cztery dni trwały uroczystości, które rozpoczęły się koncertem fortepianowym w wykonaniu wnuczki dowódcy okrętu Wojciecha Franckiego – Ewy Marii Doroszkowskiej. W tym mieście jeden z placów nosi imię dowódcy okrętu Wojciecha Franckiego, nosi nazwę – Francki Place.

9 sierpnia 1942 r. „Błyskawica”, wraz z niszczycielem brytyjskim „Brooke”, pospieszyła z pomocą eskorcie konwoju „SC- 94”. Konwój liczący 33 transportowce, który podążał, pod osłoną 7 okrętów eskortowych, z Kanady do Wielkiej Brytanii, został zaatakowany około 450 mil na południe od przylądka Farewell na Grenlandii. 10 sierpnia U-Booty przypuściły kolejny szturm na transportowce. Bitwa trwała cały dzień i przez całą noc. Okręty eskorty zrzucały całe serie bomb głębinowych. Konwój stracił łącznie aż 11 statków, o tonażu brutto około 53 000 BT. Z U-Bootów, których było 17, 2 zostały zatopione, a 4 uszkodzone. „Błyskawica”, po bitwie, do końca września eskortowała większe transportowce i konwoje oraz patrolowała akweny zagrożone działalnością U-Bootów.

Jesienią 1942 r. do działań na Morzu Śródziemnym przystąpiła „Błyskawica”, na której dowództwo sprawował w tym czasie kmdr ppor. Ludwik Lichodziejewski. Na początku listopada 1942 r. w Gibraltarze trwały intensywne przygotowania do dużej operacji, pod kryptonimem ”Torch” („Pochodnia”), mającej na celu wysadzenie dużej liczby wojsk w Afryce Północnej, na terytorium Maroka i Algierii, skąd zamierzano zaatakować siły niemieckie Erwina Rommla. W operacji uczestniczyły siły amerykańskie i brytyjskie oraz okręty i oddziały innych państw: polskie, norweskie, kanadyjskie, greckie i Wolnych Francuzów. „Błyskawica” od 6 listopada, przez 4 dni eskortowała transportowce z oddziałami desantowymi, a od 9 listopada walczyła z niemieckimi i włoskimi samolotami, które przystąpiły do atakowania jednostek alianckich.

12 listopada nad redą portu Bougie, gdzie stał nasz niszczyciel i eskortowany transportowiec pojawiły się samoloty niemieckie i włoskie. Artylerzyści obronili własny okręt i transportowiec. Następnie „Błyskawica” udała się w pościg za okrętem podwodnym. Wtedy około 40 samolotów nieprzyjaciela zaatakowało głównie „Błyskawicę”. Walka trwała ponad 4 godziny. Okręt broniąc się dzielnie i manewrując uniknął bezpośrednich trafień, ale pobliskie wybuchy spowodowały olbrzymie straty. Zginęli: marynarz Władysław Figas, starszy marynarz Tadeusz Grzebień i mat Władysław Musserowicz – zaginiony, a dalszych 33, w tym 6 podoficerów, zostało ciężko rannych, dziesięciu doznało lżejszych obrażeń. Sygnalista angielski Geoffrey Trickett zmarł 23 listopada w szpitalu. Łącznie 46 osób zostało rażonych pobliskimi wybuchami bomb. „Błyskawica” z tej walki wyszła zwycięsko, choć uszkodzona i z bolesnymi stratami. Tomasz Feruś, w najtragiczniejszej bitwie nie doznał ciężkich obrażeń, ale obraz morderczej walki zapisał się w jego świadomości do końca życia. Tak jak Jan Kosik rzadko wspominał wydarzenia wojenne, ponieważ wzbudzały w  nim ogromne wzruszenie. Bosmanmat (artylerzysta) Stanisław Pawiński został ciężko ranny i przez całe życie odczuwał z tego powodu dolegliwości. Zmarł na stole operacyjnym po wojnie ze względu na odniesione wcześniej rany.

Tomasz Feruś, po powrocie do kraju, czasami w rozmowach rodzinnych, opowiadał o tym jak zajęli się ratowaniem rannych. Znosili ich do mesy, gdzie lekarz okrętowy, cały we krwi, natychmiast się nimi zajmował. Inni uszczelniali przebicia okrętu, aby nie wdarło się do kadłuba zbyt wiele wody. Jedno z dział na rufie zostało uszkodzone do tego stopnia, że całkowicie zamilkło. Roniąc łzy mówił także o tym, jak silnym ogniem artylerii nie dopuścili samolotów wroga na odległość, z której rzucone bomby mogły celnie trafić okręt. „Błyskawica” została skierowana do kolejnego remontu, a załoga mogła zejść na ląd. Po remoncie niszczyciel pozostał w Gibraltarze i został wcielony do floty brytyjskiej, bazującej w tej twierdzy. Dowództwo musiało uzupełnić skład załogi, która została poważnie uszczuplona po walce nad redą, portu Bougie. Wśród nowo przybyłych był Adam Pieluszczak (3.12.1942 r.), skierowany do obsługi jednej z czterech wyrzutni torpedowych. Artylerzyści i torpedyści łączyli wysiłki i w czasie nalotów nękających, wspólnie obsługiwali działa przeciwlotnicze, głównie te o kalibrze 102 mm. Nie wykluczone, że Adam Pieluszczak i Tomasz Feruś wielokrotnie stali obok siebie na stanowisku ogniowym. Wspólna walka, donoszenie pocisków, czyszczenie armat, praca przy sprzątaniu, malowaniu, przygotowywaniu posiłków zbliżały do siebie marynarzy i stanowili oni jedną wspólną rodzinę. I choć komandorzy zmieniali się często, to główna część załogi pozostawała bez zmian. I to od 1937 r., tj. od czasu podniesienia bandery na niszczycielu, aż do czasu zakończenia wojny. Przybył wtedy również Jan Bednarz i objął stanowisko po zabitym w akcji Władysławie Figasie.

W marcu 1943 r. „Błyskawica”, wraz wieloma mniejszymi okrętami, zmieniła miejsce bazowania, przechodząc do Bony, bliżej wybrzeży Tunisu, a od 20 marca operowała w Cieśninie Tunezyjskiej pod Pantellerią, a nawet zapuszczała się do Cieśniny Sycylijskiej. W czasie jednego patrolu, razem z dwoma niszczycielami brytyjskimi, stoczyła bitwę z grupą około 15 samolotów niemieckich. Odłamki bomb raniły tylko jednego marynarza.

7 maja 1943 r., w rejonie wyspy Morettino, bomby uszkodziły ster niszczyciela i musiał być on skierowany do remontu, najpierw do Algieru, później do Gibraltaru, a 11 maja do Plymouth. Remont trwał do grudnia, dokładnie 168 dni, a marynarze mieli wolne. Wtedy mieli możliwość wyjścia na ląd i relaksu od ciężkiego i niezwykle stresującego życia na morzu. Mogli odwiedzać restauracje, bary, spotykać się z dziewczętami czy też zwiedzać miasto, parki, pomniki lub, jak w przypadku Adama Pieluszczaka, uprawiać ulubioną dyscyplinę sportową, np. kolarstwo. Były to na pewno piękne i niezapomniane chwile. Cieszyli się w pełni życiem, które na morzu było nieustannie zagrożone. Zdawali sobie bowiem sprawę z tego, że kolejne wyjście w morze, mogło być wyjściem ostatnim.

Po remoncie „Błyskawica”, pod dowództwem kmdr. por. Konrada Namieśniowskiego, wróciła do służby, bazując w Scapa Flow i miała osłaniać zespoły brytyjskie, operujące na Morzu Norweskim. Od czasu do czasu wychodziła także na Atlantyk, aby eskortować konwoje bądź przeprowadzać patrole. 25 listopada Tomasz Feruś powraca na „Błyskawicę” jako dalmierzysta. Na tym stanowisku służył wcześniej Wincenty Cygan, który później napisał pasjonującą książkę – Granatowa załoga. Obok stanowiska dalmierzystów były stanowiska sygnalistów Edwarda Gatnera i Stanisława Tałandy, którzy pochodzili z pierwszej załogi i przypłynęli w 1939 r. do Wielkiej Brytanii.

W drugiej połowie lutego 1944 r. w wypadzie zespołu alianckiego pod wybrzeża Norwegii uczestniczyła także „Blyskawica”. Celem wyprawy było spenetrowanie wód norweskich i zniszczenie napotkanych jednostek przeciwnika. 24 lutego niszczyciel brytyjski „Musketeer” niewłaściwie wykonał zwrot i uderzył w prawą burtę „Błyskawicy”. Wskutek zderzenia nastąpiło przebicie w burcie i niszczyciel musiał przejść do South Shields koło Newcastle, gdzie przeszedł kolejny remont, trwający do 14 kwietna 1944r.

Od 12 do 16 maja 1944 r. „Piorun” i „Błyskawica”, wraz z niszczycielami i krążownikami brytyjskimi, przemierzały Morze Norweskie w poszukiwaniu U-Bootów i wracając do Scapa Flow zakończyły działania na wodach norweskich.

W nocy, o godz. 01.30, 6 czerwca 1944 r., alianci, w ramach operacji „Neptune” , przystąpili do lądowania w Normandii. W pierwszych dniach operacji polskie okręty wywiązywały się sprawnie. A brały w niej udział: „Błyskawica”, „Piorun”, „Krakowiak”, „Ślązak”, „Dragon”. „Błyskawica’ należała do 10 flotylli niszczycieli i operowała w zachodniej części kanału La Manche. W nocy z 14 na 15 lipca 1944 r. jeden dywizjon 10 flotylli, z udziałem naszego niszczyciela, pokonał niewielki konwój niemiecki w bitwie koło Groix. Spośród 6 jednostek konwoju 3 zostały zatopione, a pozostałe trzy uszkodzone.

Na początku września 1944 r. „Błyskawica” dostarczała broń francuskim partyzantom i przyczyniła się pośrednio do wyzwolenia przez partyzantów francuskich wyspy Ouessant. „Błyskawica” w ostatnich dwóch miesiącach 1944 r. eskortowała kilka konwojów i wychodziła na patrole.

W dniu zakończenia wojny nasz najsłynniejszy niszczyciel był w Cowes i tu świętował zwycięstwo aliantów.

Łącznie w latach wojny pod biało-czerwona banderą z baz brytyjskich operowało 47 okrętów. Podczas walk u boku floty brytyjskiej Polacy stracili 6 okrętów: krążownik, 3 niszczyciele i 2 okręty podwodne. Łączne straty w ludziach wyniosły 404 poległych i 191 rannych oficerów, podoficerów i marynarzy. Podczas kampanii norweskiej straciliśmy: „Orła’ -zaginął, „Grom” -zatopiony i „Chrobry”- zbombardowany. 7 października 1943 r. „Orkan” został storpedowany, „Modlin” osadzony na dnie, 8 czerwca, przy budowie sztucznej przystani, w czasie inwazji w Normandii,” Dragon” zatopiony 8 lipca 1944 r. w Zatoce Sekwany. W grudniu 1944 r. flota polska straciła jeszcze jeden statek, a był nim ”Chorzów”, który zatonął w wyniku silnego sztormu, ale załoga została uratowana.

„Za zasługi poniesione w walkach polskim marynarzom nadano podczas wojny 51 krzyży Virtuti  Militari, 1052 Krzyże Walecznych, 68 Krzyży zasługi z Mieczami, a ponadto 83 wysokie odznaczenia brytyjskie i 15 francuskich” (Edmund Kosiarz, Flota białego orła, Gdańsk 1981, s. 633 ).

Tomasz Feruś nie wrócił do kraju bezpośrednio po zakończeniu wojny, a pozostał w Anglii do 1 lipca 1947 r. Przebywał w obozie repatriacyjnym w Hursley. Jakiś okres przechodził czas adaptacyjny do życia w cywilu, doskonaląc umiejętności mechanika i spawacza, a było to w Plymouth. Nosił się z zamiarem pozostania na emigracji, gdyż obawiał się represji ze strony komunistów, a sytuację ułatwiał fakt, iż był związany uczuciowo z kobietą, której personalia nie są znane. Z nieznanych również powodów zdecydował się wrócić do kraju. „Blyskawica” dotarła do Gdyni 4 lipca 1947 r. Swojej mamy już nie zastał, bo Paulina zmarła 7 czerwca 1947 r., czyli prawie miesiąc wcześniej w wieku pięćdziesięciu ośmiu lat. Nie spotkał też siostry Zofii, która podczas ewakuacji wsi została zastrzelona przez niemieckiego żołnierza, gdy wróciła do domu po rzeczy dla dziecka. Zamieszkał w rodzinnym domu, w Turaszówce, razem z ojcem i rodziną najstarszego brata.

Wkrótce też musiał zameldować się w UB w Krośnie. Tomasz Feruś, odznaczony Krzyżem Walecznych, trzema Medalami Morskimi i wieloma odznaczeniami brytyjskimi (Africa Star, Atlantic Star, War Medal, Silver Rose i inne) mógł się wydawać komunistom szczególnie niebezpieczny. Tu najprawdopodobniej usłyszał to, co Adam Pieluszczak w UB, w Strzelcach Krajeńskich. Starano się mu wmówić, że jest wrogiem Polski Ludowej, czyli akowcem, dezerterem, kontrrewolucjonistą i wywrotowcem i jako taki musi być pilnie obserwowany. Z całą pewnością przykazano mu też, aby co dwa tygodnie meldował się w UB[5] w mundurze marynarza i w tymże mundurze, musi poruszać się poza domem. Tylko na podwórku może nosić cywilne ubranie. Takie informacje były podawane rozkazująco i nieznoszące sprzeciwu. Tomasz Feruś zrozumiał wtedy, do jakiej Polski wrócił.

Nakaz poruszania się w terenie, w mundurze marynarza, miał na celu ułatwienie obserwacji człowieka, który funkcjonariuszom UB mógł wydawać się podejrzany. Ale myślę, że intencje tejże władzy w dużej mierze rozmijały się z rzeczywistością, gdyż Tomasz – mężczyzna przystojny: oczy niebieskie, blondyn, wysoki – metr osiemdziesiąt jeden wzrostu, wysportowany, w mundurze marynarza budził podziw i szacunek nawet u tych, którzy godzili się z aktualną sytuacją.

Aby mieć z czego żyć, wrócił do poprzedniego zakładu pracy, tj. do zakładów lotniczych w Krośnie. Tu dał się poznać jako zdyscyplinowany, solidny, profesjonalny i koleżeński spawacz. Dyrekcja ceniła jego fachowość i w dowód uznania oddelegowała go do prac spawalniczych przy budowie Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie, popularnie zwanego Prokocimiem. Szpital budowano latach 1961 – 1966. Ale pozytywny stosunek dyrekcji zakładów lotniczych był pewnie w tych czasach niezwykle ostrożny, gdyż dyrekcja ta i wszelkie inne w Polsce Ludowej były skrupulatnie cenzurowane przez UB. To ,że był lubiany w miejscu pracy pokrywa się z opinią jaką miał na okręcie, z tej okazji przytoczę opinie dowódcy „Błyskawicy” Wojciecha Franckiego: „Inteligentny, pracuje nad sobą, dobry artylerzysta, bardzo karny, chętny i solidny, fizycznie dobry. Ogólnie dobry” 30 grudzień 1940 r. Opinia dowódcy Lichodziejewskiego: „Dość inteligentny, bardzo karny, posłuszny, lojalny i obowiązkowy. Bardzo chętny, pracowity i sumienny marynarz. Specjalista dobry. Wojskowo wyrobiony dobrze. Usposobienie pogodne. Ogólnie bardzo dobry” 19 grudnia 1942 r. i jeszcze jedna opinia z 15 grudnia 1943 roku dowódcy Namieśniowskiego, pozostałe niestety nie są dobrze czytelne: „Dość inteligentny, karny i lojalny. Usposobienie wesołe, koleżeński, lubiany przez kolegów. Bardzo pracowity obowiązkowy marynarz. Dobry i bardzo sumienny dalmierzysta. Godny zaufania w służbie i poza służbą. Bardzo dobry”. Ktoś o tak wielu zaletach mógł mieć w pracy zawodowej wiele przychylnych osób, ale obowiązek meldowania się w UB, co 2 tygodnie w Krośnie i długie męczące i wyczerpujące przesłuchania osłabiały jego strukturę psychiczną. A jeśli weźmiemy pod uwagę siedmioletnią służbę marynarza i udział w dramatycznych walkach z niemieckimi i włoskimi samolotami, a także walki z U-Bootami, to zrozumiemy, dlaczego jego stan psychiczny ulegał stopniowej dekompensacji, przejawiającej się w widocznym wycofywaniem się z aktywnego życia i zamykaniu się w sobie. Po pracy najczęściej przebywał w domu i czytał książki. I to zarówno literaturę klasyczną jak i współczesną. Gromadził także książki, które stanowiły odskocznię od kłopotów dnia codziennego. Zdając sobie sprawę z tego, iż nieustannie był obserwowany, unikał szerszego kontaktu z ludźmi. Tylko sporadycznie wyjeżdżał z Turaszówki, ale rodzinie nie mówił gdzie i do kogo. Miał bardzo wąskie grono szczerych przyjaciół. Jednym z nich był Zajdel[6] i z nim prowadził poufne rozmowy. Ponadto niekiedy odwiedzał go weteran wojenny (żołnierz lub marynarz) ze wsi Potok. Tomasz uczestniczył w spotkaniach rodzinnych, ale w dyskusjach nie był zbyt aktywny. Raczej ograniczał się do słuchania i krótkich komentarzy na poruszane tematy. Był człowiekiem wierzącym i systematycznie uczęszczał na niedzielne msze. Lubił dzieci. Chodził kąpać się nad rzekę Wisłok ze swoim chrześniakiem Jerzym Ferusiem (syn Franciszka brata bliźniaka), który od czasu do czasu przyjeżdżał na wakacje do Turaszówki, ze Strzelina. Stanowiło to relaksującą odskocznię od stresujących przemyśleń i tragicznych wspomnień. Pozostałe osoby z rodziny, które w tamtych czasach były dziećmi, również wypowiadają się o nim życzliwie. Niestety rówieśnicy już od wielu lat nie żyją. Ze wspomnień rodzinnych wynika, że kiedy jednak dał się wciągnąć w szczerą dyskusję, najczęściej wracał do 1942 r. i walk o opanowanie północnych wybrzeży Afryki. Mówił także o walce, w której został ranny w nogę. Rana goiła się źle i dawała o sobie znać do końca życia. Ale nie udało się ustalić, kiedy i w jakich okolicznościach to nastąpiło. Zaufani koledzy, którzy mogli to wiedzieć, już nie żyją. Nigdy nie związał się na stałe z kobietą i nie założył własnej rodziny, choć miał ku temu możliwości, gdyż kilka kobiet, w różnym czasie, zabiegało o jego względy.

Nie wiadomo, czy prowadził korespondencją z którymś z kolegów przybyłych do kraju. Prowadzenie takiej korespondencji do 1956 r., tj . do czasów dojścia W. Gomułki do władzy, było bardzo ryzykowne. Jeśli tak, to została ona zniszczona, wraz z innymi pamiątkami przywiezionymi do Turaszówki. A stało się to w przypływie głębokiego rozgoryczenia i żalu, tuż przed śmiercią. Wyniósł z pokoju, w którym mieszkał wszystko, co świadczyło o jego siedmioletniej walce o wolną Polskę i spalił na podwórzu. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że dziś pamiątki te byłyby skarbnicą rodzinną, pieczołowicie pielęgnowaną. Pielęgnowaną tak, jak czyni to Stanisława Nowak z Gościmia, czcząc pamięć ojca – Adama Pieluszczaka – torpedysty z „Błyskawicy”.

Tomasz Feruś zmarł 8 grudnia w 1986 r., czyli na trzy lata przed transformacją ustrojową, w wieku 65 lat w rodzinnym domu, w Turaszówce. Dostał silnego krwotoku i można przypuszczać, że mógł to być rozległy wylew krwawy. Pogrzeb miał skromny. Pochowano go jedynie w otoczeniu rodziny, na cmentarzu w Krośnie, w sektorze G 11-4-1. Nad grobem Tomasza nie było patetycznych przemówień, nie było sztandarów, delegacji młodzieżowych, orkiestry wojskowej, nie było też kobiety, którą kochał w Anglii. Odszedł bohater, ale zostali jego prześladowcy, którzy odebrali mu radość życia. Żyli oni w dostatku i splendorze.

W latach 1945 – 1947 do kraju wróciło 77[7] marynarzy, podoficerów i oficerów z „Błyskawicy”. Każdy z nich przeżył utrapienia i męki w Polsce, o której wolność walczyli od września 1939 r. Przy czym cierpienia były tym większe, im wyższy stopień mieli w marynarce wojennej.

Każdy jednostkowy los, nie tylko marynarzy z „Błyskawicy”, zasługuje na oddzielne omówienie.

Niniejszy tekst jest zachętą dla tych, którym losy patriotów, prześladowanych w Polsce Ludowej, nie jest obojętny.

Pamięć o opisanych tu marynarzach powinna być ciągle żywa, a dorośli i młodzież ze szkół w Odrzykoniu i Krośnie, do których uczęszczał Tomasz Feruś i ze Szkoły Podstawowej w Gościmiu, pow. Strzelce Kraj, gdzie żył i pracował Adam Pieluszczak, były torpedysta z „Błyskawicy”, mają szczególną powinność, aby groby naszych bohaterów zdobiły zawsze świeże kwiaty.

Rodzina Tomasza Ferusia po uzyskaniu dokumentów z APC Polish Enquires RAF Northolt, i zapoznaniu się z dokonaniami stryja ufundowała tablicę nagrobną upamiętniającą służbę na ORP „Błyskawica”.

Szczególne podziękowania kierowane są do: Katarzyny i Piotra Kozubali, Jerzego Ferusia, Haliny i Jana Delimatów, Elżbiety Jurek, Zofii i Eugeniusza Oziminów, Zofii Feruś, Agaty i Stanisława Ferusiów, Bogusławy i Józefa Ferusiów, Inez i Ryszarda Ziemiańskich, Małgorzaty i Łukasza Mazurów, Teresy i Tadeusza Grabowców, Jakuba Jurka oraz Ireny i Andrzeja Brzozowskich za wsparcie finansowe tego przedsięwzięcia.

Zachęcam wszystkie rodziny marynarzy, którzy powrócili do Polski, do kontaktu ze Stanisławem Ferusiem, aby wspólnie opracować losy i opisać ich trudne lata życia po powrocie do kraju oraz oddać im należny szacunek, poprzez upamiętnienie ich miejsc spoczynku. Preferowany kontakt e-mail: [email protected], tytuł wiadomości „POWRÓT MARYNARZA DO KRAJU”

Szlak bojowy „Błyskawicy’ został opisany w oparciu o publikację Edmunda Kosiarza „Flota białego orła”, Gdańsk 1981 r.

     Bardzo dziękuję Stanisławowi Ferusiowi ze Strzelina za wydatną pomoc przy pisaniu niniejszego tekstu.

                                                               Zdzisław Szproch

[1] W Odrzykoniu znajdują się ruiny Zamku Kamieniec. 8 lipca 1828 r. Aleksander Fredro wziął ślub z Zofią z Jabłonowskich. Małżonka wniosła w posagu połowę starego zamku. Studiując dokumenty związane z historią zamczyska, Fredro natrafił na akta procesowe z XVII wieku i na tej podstawie, 30-letniego sporu, napisał „Zemstę”.

[2] Plan Peking (Pekin) – operacja wycofania części polskich sił morskich trzech niszczycieli z Morza Bałtyckiego do Wielkiej Brytanii.

[3] Po powrocie do kraju w okresie stalinizmu był represjonowany, torturowany, skazany na 8 lat więzienia. 19 stycznia 1955 r. zrehabilitowany. Zmarł 8 stycznia 2007 r. w Krakowie.

[4] Podczas wojny ORP „Krakowiak” nr burtowy L 115 przebył 146 000 mil morskich, eskortował 206 konwojów w tym 9 atlantyckich. Zestrzelił 3 samoloty.

[5] Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Krośnie mieścił się niedaleko Rynku, ul. Portiusa 2.

[6] Również mógł być marynarzem, gdyż w spisie Marynarki Wojennej z tamtych lat figurują dwie osoby o takim nazwisku Władysław Zajdel i Zygmunt Zajdel.

[7] W pierwszych dniach czerwca 1947 r. zgrupowano marynarzy chętnych do powrotu w obozie repatriacyjnym nr 98 w Cumnock koło Glasgow. 100 osobowa grupa udała się na okręt do Rosyth. Potem 19 czerwca przybyła na „Błyskawicę” druga grupa, licząca 67 osób, w tym czterech oficerów. Dalszych trzynastu marynarzy przybyło na okręt w dniach następnych. Dowódcą okrętu został Bolesław Romanowski, zastępcą Zbigniew Węglarz.

img415b_1 img413b_1 Józef Brzozowski_1z5_1 img307b (1)_1 Piotr Mazur 01_1 jDSCN7621a_1

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE