slider

Przeszłość się jeszcze nie skończyła, czyli jak było w Drezdenku w 1967 r.

W ramach obchodów 700. rocznicy pierwszej wzmianki o mieście Drezdenko,  Muzeum Puszczy Drawskiej i Noteckiej im. Franciszka Grasia, wydało publikację „Od Nowego Rynku do placu Wileńskiego”. Stanowi ona niezwykle ważną pozycję z dziedziny historiografii miasta. Upowszechnia bowiem materiały źródłowe zgromadzone w XIX wieku (broszury, publikacje, druki, mapy, plany, dokumenty rękopiśmiennicze), umieszczone następnie w miedzianej kapsule czasu i wmurowane pod pomnik von Brankenhoffa, który odsłonięto pośrodku Nowego Rynku (pl. Wileński), 2 lipca 1882 r., w 102. rocznicę jego śmierci. Pomnik zlokalizowano w Drezdenku jako wyraz hołdu dla człowieka, który odegrał dużą, wręcz przełomową, rolę w rozwoju tego miasta.

Publikację, szóstą z kolei wydaną przez Muzeum, zredagowała Ewa Kułakowska, która zachowała prawdę historyczną oraz postawy życiowe, moralne, ideologiczne, polityczne i religijne ludzi z czasów powstawania dokumentów i różnorodnych tekstów. Dla jasności i przejrzystości  dokonała całego szeregu zmian edytorskich, które pozwalają łatwiej zrozumieć teksty niemieckie, przetłumaczone na jęz. polski.

Niewątpliwie bohaterem publikacji jest Franciszek Baltazar Schonberg von Brenkenhoff (1723 – 1780). I choć mieszkał w nim duch niemczyzny, wrogo nastawiony do Polski, to jednak nie można mu odmówić olbrzymich osiągnięć w dziedzinie zagospodarowania łęgów nadnoteckich,  budowy obwałowań i kanałów w rejonie Kostrzyna czy też wkładu we wszechstronny rozwój Drezdenka. A to działo się w okresie, kiedy Polska, po I rozbiorze w 1772 r., chyliła się nieuchronnie ku upadkowi.

Pod koniec lat 40. XX w., kiedy w Drezdenku już mieszkali Polacy, usunięto z pomnika von Brenkenhoffa popiersie, pozostawiając postument w formie nienaruszonej. Postument przetrwał do 1967 r., budząc negatywne reakcje wśród mieszkańców miasta. Plac, nazywany Nowym Rynkiem, przemianowano na 15 Grudnia, czcząc tym samym dzień i miesiąc powstania PZPR –u (Warszawa, 15 XII 1948).

Od dawna więc we władzach administracyjnych, działaczach społecznych i kulturalnych dojrzewała myśl, aby zburzyć cokół dawnego pomnika, a na jego  miejscu postawić  nowy pomnik, będący nie tylko symbolem, ale także widocznym znakiem polskości tych ziem. Zbliżała się 650. rocznica nadania praw miejskich, jak wówczas tę rocznicę określano. I to był odpowiedni czas na rozpoczęcie przygotowań do godnego uczczenia jubileuszu miasta. 20 grudnia 1965 r. powołano do życia Miejski Komitet Obchodu, na którego czele stanął ob. Józef Gaczyński, przewodniczący Prez. MRN. W skład kierownictwa weszli jeszcze: Marian Kunik, Stanisław Talarczyk i Stefania Wdowicka. Członkami Komitetu było wielu zasłużonych dla miasta ludzi, wśród nich: Andrzej Depo, Jan Stanisławski, Edward Urban, Jan Rogula, Władysław Cichorzewski, Stanisław Kasiniak, Roman Witkowski, Kazimierz  Kraszewski i inni, w sumie 31 osób. Z ramienia władz wojewódzkich protektorem był przew. PWRN Jan Lembas, a z ramienia powiatu Kazimierz Anioł, I sekr. KP PZPR. Lata 1966 – 1967 to okres bardzo pracowity, zarówna dla komitetu jak i wszystkich mieszkańców Drezdenka. Przygotowania do obchodów Jubileuszu 650. miasta zbiegły się bowiem z realizacją czynów społecznych, porządkowaniem od strony estetycznej niemal całego miasta, a wszystko po to, aby miastu nadać słoneczny wygląd i zdobyć 5 milionów zł, czyli główna nagrodę w ogólnopolskim konkursie Mistrz Gospodarności, do którego miasto zgłosiło się w odpowiednim czasie. Atmosferę i wielorakie działania, w brzemiennym dla miasta czasie, opisuje dyr. Ewa Kułakowska w rozdziale omawianej książki, noszącym tytuł „Wokół poprzedniego jubileuszu miasta”.

I choć autorka dokonała wnikliwej kwerendy w aktach, muzeach, bibliotekach, to jednak nie znalazła wystarczających informacji, które by ją w pełni zadowoliły i pozwoliły na napisanie wyczerpującego artykułu. Trzeba z przykrością stwierdzić, iż zarówno władze miasta jak i Miejski Komitet Obchodu nie zadbały o rzetelne udokumentowanie swojej działalności, która stanowiłaby źródło wiedzy dla dzisiejszych badaczy historii miasta. Skoro zbieranie informacji drogą naukową zawiodło, trzeba było szukać drogi pośredniej. Ewa Kułakowska uważnie przestudiowała zatem wszelkie protokoły z sesji MRN Drezdenka, protokoły z posiedzeń PMRN, a także protokoły z posiedzeń Komisji Oświaty i Kultury z lat 1966/1968. Wszystkie one znajdują się w zasobach Archiwum Państwowego w Gorzowie Wlkp. Ale i tu nie znalazła odpowiedzi na wiele pytań. Dużej pomocy informacyjnej udzielił jej Stanisław  Musiałowski, cichy bohater  tamtych lat. Cichy, gdyż w kontekście nagród i pochwał, nie znalazło się jego nazwisko. Stanisław Musiałowski pomógł E. Kułakowskiej skontaktować się z Marianem Kunikiem, byłym I sekretarzem KM PZPR i Ryszardem Skrzypniakiem, byłym dyr. Rejonowego Zakładu Budowlanego, którzy poszerzyli zakres wiedzy o tamtych czasach. Mimo usilnych starań, następujące sprawy pozostały bez klarownych i jasnych odpowiedzi.

  1. Kto był pomysłodawcą budowy pomnika i kto opracował szczegółowy jego projekt? Jeśli był nim  Marian Wdowicki, jak zgodnie twierdzą M. Kunik i R. Skrzypniak, to nie wiadomo kto, w jakim czasie i w jakim zakresie mu w tym pomagał?
  2. Nie wiadomo, ile miasto zapłaciło firmie Pomet (obecnie Pomet s. a. w Poznaniu) za odlew orła, liter i tablicy?
  3. Nie wiadomo, gdzie jest zapis nutowy hejnału miasta, który skomponowano w Wyższej Szkole Muzycznej w Poznaniu? Jego prawykonanie odbyło się podczas obchodów Jubileuszu 650 – lecia miasta, a później codziennie o godz. 12.00 hejnał odtwarzała straż więzienna.
  4. Nie udało się ustalić, co stało się z „Kroniką Drezdenka” opracowaną, jak wynika z protokołu MRN z 10 września, za kwotę 12 tys. zł. Dyrektor MDK zarabiał wtedy ok. 2 tys. zł.
  5. Brak jakichkolwiek informacji o wystawie, obrazującej dorobek miasta, która miała być otwarta 14 września 1967 r.
  6. Autorka odczuwa również spory niedosyt wiedzy na temat koncertu Czesława Niemena, który w owym czasie był najbardziej widowiskowym wydarzeniem muzycznym.

Muzeum oczekuje, że mieszkańcy, którzy mają w pamięci wydarzenia z 1967 roku zechcą podzielić się swoimi wspomnieniami.

Uroczystości jubileuszowe trwały w mieście przez 4 dni, od 14 do 17 (włącznie) września 1967 r. Cieszono się podwójnie, gdyż doszedł jeszcze sukces w konkursie „Mistrz Gospodarności”. Pieniądze uzyskane za zwycięstwo, 5 mln zł, przeznaczono, zdaniem M. Kunika, na budowę przyszpitalnej Przychodni.

Punktem kulminacyjnym obchodów był, jak sądzę, dzień 15 września, godziny przedpołudniowe. Wtedy to montowano  ostatni element pomnika, czyli herb miasta. Pomnik postawiono dokładnie w miejscu stojącego tam wcześniej  pomnika von Brenkenhoffa. Podczas prac demontażowych postumentu dawnego pomnika, które nastąpiły odpowiednio wcześniej, nie uszkodzono, na szczęście, miedzianej kapsuły czasu, której zawartość jest dziś  źródłem wiedzy o życiu ludzi w Nowej Marchii i na Pomorzu Zachodnim w  XVIII i XIX w. i stanowi temat główny w/w publikacji.

Po odsłonięciu pomnika i okolicznościowych przemówieniach nastąpił przemarsz młodzieży odświętnie udekorowanymi ulicami miasta, nazwany uroczyście Żakinadą. „Można więc stwierdzić, że w 1967 roku miasto było udekorowane i oplakatowane, jak nigdy wcześniej, a najprawdopodobniej i już nigdy później.”  (E. Kułakowska, Od Nowego Rynku do placu Wileńskiego. Gorzów Wlkp. 2017, s. 13).

Pomnik, choć brakowało mu lekkości i piękna, był nasz, polski i spełniał dumnie przypisaną mu wcześniej rolę, aż do momentu całkowitej rozbiórki, czyli do grudnia 2016 r. I choć trudno było przybyszom z zewnątrz wytłumaczyć,  dlaczego ma taki, a nie inny kształt i dlaczego straszy ogromem, to jednak chętnie robili przy nim zdjęcia i zabierali je ze sobą do swoich miejscowości.

Autorka wspomnieniowego tekstu, mimo obiektywnych trudności, przedstawiła wiernie czasy głębokiego PRL-u, w którym podejmowano różnorodne czyny społeczne, nie troszcząc się absolutnie o ich udokumentowanie. Brak dokumentów rodził podejrzenie, że nie wszyscy organizatorzy czynów społecznych mieli czyste intencje. Cechą charakterystyczną tamtych czasów było wyróżnianie i nagradzanie głównie dyrektorów, którzy, w przeważającej części, byli jednocześnie członkami partii. Pomijano bardzo często ludzi, którzy odgrywali ważne role w czynach społecznych i wyróżniali się kreatywnością w pracy zawodowej, ale nie należeli do partii. Przyjrzyjmy się np. dokonaniom Stanisława Musiałowskiego i Janiny Poźniak, którzy ani nie pełnili funkcji dyrektorskich, ani też nie należeli do partii, a odegrali dużą rolę w przygotowaniu obchodów 650 –lecia miasta Drezdenka.

Pod kierunkiem Stanisława Musiałowskiego i przy jego współudziale pomalowano dwustronnie godło państwa i 16 herbów miast wojewódzkich, które następnie stanowiły element dekoracyjny placu 15 – Grudnia. W skład zespołu malującego wchodzili jeszcze: Jerzy Ciesielski z żoną Janiną i Lubomir Oleśniewicz z żoną Marianną. Prace malarskie wykonywano w sali gimnastycznej SP nr 1. Czas naglił, dlatego malowano głównie wieczorami i nocą, przez okres 2 tygodni.

S. Musiałowski wykuł też trzy ozdobne patery o średnicy 50 cm, w blasze miedzianej, którą otrzymał bezpłatnie od Stanisława Mazurka, dyrektora Zakładu Produkcji Spożywczej „Las” w Drezdenku. Ciekawostką jest fakt, że trzecią z pater wykuł będąc w sanatorium w Żegiestowie Zdroju, na kuracji, w czasie od 25 sierpnia do 16 września 1967 r. Dwie patery miały napis w otoku „Mistrz Gospodarności”, a jedna „650 Lat Praw Miejskich Drezdenka”. Pośrodku pater wykuł herb Drezdenka; a jest nim orzeł, nawiązujący do tradycji historycznej Polski. Dwie patery, po uroczystościach jubileuszowych miasta, powędrowały do budynku MRN, a jedną z napisem  „Mistrz Gospodarności” otrzymał wicepremier Zenon Nowak, 11 maja 1968 roku. Dwie patery z MRN wypożyczono w lutym 1986 r. do Muzeum Puszczy Drawskiej i Noteckiej im. Franciszka Grasia, na wystawę z okazji 80 – lecia ZNP. Po zamknięciu wystawy… eksponaty zaginęły.

E. Kułakowska doceniła wkład pracy S. Musiałowskiego w prace przygotowawcze do obchodów Jubileuszu i przypomniała to wiele lat, post factum, na planszach wystawionych w Muzeum, z okazji otwarcia wystawy (31 sierpnia, godz. 17.00). S. Musiałowski ma tu należne miejsce, a jego wysiłek twórczy jest dokładnie opisany.

Do osób, które przyczyniły się walnie do uatrakcyjnienia obchodów, należy także Janina Poźniak, nauczycielka biologii, z tamtych lat, z SP nr 1. Pozyskała ona ze swojej klasy, VII c, 12 uczniów, którzy zobowiązali się przygotować stroje stylizowane na mundury wojskowe z czasów Księstwa Warszawskiego. Uczniowie a właściwie ich mamy, w terminie od maja do września, przygotowywały stroje, w których ich pociechy występowały w czasie czterodniowych uroczystości jubileuszowych. Dużej pomocy fachowej niektórym mamom udzieliła pani Otylia Różańska. Grupa młodych, dumnych żołnierzy, z szablami u boku, była ozdobą uroczystości montowania na pomniku herbu miasta, wzbudzała niesłabnące zainteresowanie w czasie Żakinady i budziła radość, śpiewając patriotyczne piosenki żołnierskie. Zdjęcie dwunastu śmiałych „żołnierzy” znalazło się także w  Muzeum na wystawie i jest oglądane z dużym zaciekawieniem

Wystawę obejrzałem dwukrotnie, oglądając nie tylko zdjęcia, ale także czytając większość tekstów. Ilekroć jestem w Muzeum, zawsze towarzyszy mi nieodparta myśl, którą można zawrzeć w pytaniu. Ile pracy trzeba włożyć i ile trudności pokonać, aby zorganizować każdą wystawę? Ale odpowiedź na to pytanie zna tylko dyr. Ewa Kułakowska i plastyk/grafik komputerowy, pracujący w Muzeum, Michał Głębocki.

I refleksja natury ogólnej. Oboje doskonale zdają sobie sprawę z tego, że przeszłość jest nauką dla przyszłości. I dlatego z pasją organizują wystawy i wydają książki o historii Drezdenka i regionu. Muzeum, mimo trudnych warunków lokalowych, działa bardzo prężnie. I stara się, w zakresie edytorstwa i wystawiennictwa, nie przynosić Drezdenku wstydu.

                                              Zdzisław Szproch

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ

POPULARNE