IMG_2717

Spotkanie z artystą

Letnie Spotkania Kameralne mają już swoją ponad 20-letnią tradycję, a „Spotkania w puszczy” dekadę więcej. Niedawno spytano mnie, dlaczego o występujących w Drezdenku artystach i literatach piszę jedynie dobrze? Odpowiedź jest prosta. Zawsze zapraszałem osoby, którymi się zachwyciłem.  

Od razu przyznam się, że nie próbuję być krytykiem muzycznym, gdyż nie mam ku temu żadnych kwalifikacji, a raczej promotorem pewnej idei. Najpierw jednak o artystach z którymi mam przyjemność i zaszczyt współpracować. Iwona Hossa. Po raz pierwszy zaśpiewała niemal na początku festiwalu, ponad 20 lat temu i od razu zachwyciła całą publiczność. Ot, zawładnęła naszymi sercami. Od tego czasu stale gości na naszym festiwalu. W momencie, gdy proponowałem pani Iwonie współpracę z naszym środowiskiem, była już gwiazdą światowego formatu. Kilka realizowanych i niezmiernie udanych projektów wyszło od pani Iwony Hossy. Kolejną osobą był pan Jarosław Bręk, który zaproponował między innymi formułę Letnich Spotkań Kameralnych. Tu także była sytuacja analogiczną z tą, którą przedstawiłem na początku. Pana Bręka usłyszałem zanim tutaj wystąpił. Ten genialny śpiewak, obdarzony przez Opatrzność potężnym głosem o wyjątkowo szlachetnej barwie zaśpiewał w Drezdenku kilka razy. Spotkaliśmy się przy okazji kursu wokalnego i wtedy zaproponował, by w festiwalu mogli zaprezentować się młodzi zdolni artyści. Tylko w ciągu ostatnich pięciu lat słyszeliśmy cudowne głosy Marii Domżał, Katarzyny Włodarczyk, Joanny Kędzior, Marii Antkowiak, Agnieszki Adamczak, Magdaleny Wachowiak, Ewy Banasiak, Adama Kutnego, Krzysztofa Bączyka, Marcina Hutka i wielu innych. Wszyscy proponowani przez troje artystów: Antoninę Kowtunow, Iwonę Hossę i Jarosława Bręka. Bardzo duży wpływ na repertuar fortepianowy i otwarcie się na inne projekty miało spotkanie z Piotrem Szychowskim. Pisałem wcześniej, że podczas jednego z festiwali zagrał u nas sonaty Beethovena, które jeszcze długo dźwięczały mi w uszach. Niedługo potem zorganizowaliśmy koncert poświęcony Fryderykowi Chopinowi, wszak była to 200 rocznica urodzin wielkiego kompozytora. I znów po koncercie trudno było mi ochłonąć. Zwierzyłem się z moich refleksji dotyczącej gry pana Szychowskiego znakomitej pianistce, która powiedziała: „bo jego gra jest z innej planety”. Bardzo mocno podkreślam, że najpierw było jakieś zauroczenie, a dopiero potem prośba o współpracę z nami. Kolejne dwie osoby to skrzypaczki. Celina Kotz i Amelia Maszońska. Nie będę wnikał, dlaczego wcześniej unikałem skrzypiec. Powiem jedynie, że wszystko zależy od mistrzostwa gry na instrumencie i zainteresowania swoją grą słuchaczy. Obie panie wystąpiły w Drezdenku będąc u progu studiów. I znów ta ich gra. Od pierwszego do ostatniego taktu przemyślana i wykonana z niebywałą precyzją. To prawda, że są inne i w odmienny sposób wyrażają graną przez siebie muzykę, ale jest to ten rodzaj gry, który zostawia u słuchacza głęboki ślad. Zupełnie inna sytuacja była z panem Marcinem Sikorskim. Ujął mnie sposób opowiadania przez Niego o muzyce. Dopiero potem dowiedziałem się, że należy do najlepszych kameralistów nie tylko w kraju, a jego osiągnięcia w prestiżowych konkursach dopisują piękne karty polskiej kultury. Myślę, że pan Marcin nie pogniewa się, jeśli przytoczę naszą rozmowę, podczas której proponowałem Mu dołączenie do Rady Programowej festiwalu w Drezdenku. Zadałem pytanie: „Czy mógłby Pan zasilić Radę Programową festiwalu w Drezdenku? Nic z tego tytułu nie płacimy, wszystko trzeba zrobić społecznie?”. Odpowiedź, jak widać, była pozytywna. I jeszcze jedna sprawa. Od wielu lat jeździmy z żoną po koncertach, w których występują również młodzi śpiewacy. Z dumą mogę powiedzieć, że uczniowie Antoniny Kowtunow, Iwony Hossy i Jarosława Bręka, bądź osoby polecane przez tychże, zdecydowanie przewyższają kunsztem tam napotkanych artystów. Myślę, że tak też widzą to nasi słuchacze. Każde fenomenalne wykonanie utworu natychmiast spotyka się z aplauzem publiczności.

Magnesem, który niewątpliwie przyciąga ludzi lubiących elegancję i wysoką kulturę osobistą jest ubiór, maniery oraz strój. Proszę tylko popatrzeć na artystów, którzy przewijają się od 23 lat przez drezdenecką scenę. Wszystkich bez wyjątku. Począwszy od ubioru, po maniery i wielki kunszt wyrażają każdym gestem szacunek do słuchaczy oraz do nas, organizatorów. Jeszcze trochę uchylę rąbka tajemnicy, jak tworzymy niektóre projekty. Niedawno graliśmy koncert poświęcony Adamowi Chmielowskiemu „Brat naszego Boga”. Spotkaliśmy się w gronie panie Maria Domżał, Celina Kotz i pan Piotr Szychowski. Ja opowiedziałem, o czym będę mówił i jaki klimat ma mieć muzyka. Jedynie prosiłem o wykonanie pieśni „Czarna sukienka”, którą cudownie wykonała pani Maria. Resztę dopracowali wymienieni artyści. Wyszło fantastycznie, czego świadkami byli także mieszkańcy Drezdenka.

Jak wspomniałem na początku nie jestem krytykiem muzycznym, a jedynie amatorem, co w języku potocznym znaczy miłośnikiem. Przez 40 lat pracy w szkole starałem się wpoić moim uczniom zamiłowanie do szeroko pojętej kultury. Idea, która mi przyświeca, związana jest przede wszystkim z dziedzictwem, któremu „na imię jest Polska”. To nie jest obojętne, co czytamy, czego słuchamy, co oglądamy. Uważam, że tak, jak skarbem naszej przeszłości są dzieła Słowackiego, Norwida, Kochanowskiego, Chopina Moniuszki czy Szymanowskiego, tak równie wielkim dziełem jest wykonanie tychże utworów przez artystów, których wymieniłem. To także nasze skarby, perły naszej kultury.

Przy okazji organizacji festiwali i innych wydarzeń związanych z muzyką i literaturą spotkałem ludzi o bardzo wysokiej kulturze osobistej, ludzi niezmiernie zdyscyplinowanych, ludzi, którzy nigdy nie zawodzą, a jednocześnie artystów, których koncerty na długo zostawiają wśród słuchaczy wspomnienie fantastycznego przeżycia.

Czy po takich doświadczeniach można pisać o nich cokolwiek źle?

Wiesław Pietruszak

5235_DSCN0531

 

 

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ