20180723_160541 (Copy)

Franciszek Czekajło prekursorem nordic walking w Drezdenku

Osiedle Mickiewicza, czwarte piętro i zwykłe mieszkanie, jakich wiele. A jednak w tym bloku znajduje się, można rzec złoty pokój. A to za sprawą medali, pucharów i odznaczeń, jakie się w nim znajdują. W progu wita mnie jak zawsze uśmiechnięty pan Franciszek Czekajło. Z zamiłowania fascynat kijków, którego można codziennie spotkać w lasku miejskim. Nie sposób wymienić jego dokonań sportowych z okresu ostatnich kilku lat. Ja wspomnę tylko o tych ostatnich: Wągrowiec – Puchar Wielkopolski, 2. miejsce, Okonek – Puchar Wielkopolski, 2. miejsce, Węgorzyno – Korona Północy, 1. miejsce z czasem 1:12:40. Prekursor nordic walkingu w Drezdenku, można rzec, ikona na naszym terenie. Mocno zaznaczył na mapie kijkarzy nasz region. Reprezentuje na arenie krajowej nasze miasto, gdyż za każdym razem, gdy staje na pudle, w dłoniach trzyma sztandar z napisem Drezdenko. Średni czas, z jakim porusza się pan Franek z kijkami, to imponujące 7 min /1 km.

Katarzyna Jenek: Panie Franciszku czy wypada mi spytać o wiek?

Franciszek Czekajło: Ależ oczywiście. Mam 67 lat, jednak z badań organizmu wynika, że  mój wiek metaboliczny to 50 lat.

K.J.: W jakich kategoriach Pan startuje?

F.C.: Moje starty to kategoria 60 plus na dystansie 10 km. Gdybym startował na dystansie 5 km, to musiałbym być w kategorii 65-69 lat. Zdecydowanie piątka jest dla mnie za szybka. Próbowałem kiedyś chodzić na tym dystansie, jednak byli zawodnicy ode mnie lepsi i nie dawało mi to satysfakcji.

K.J.: Od kiedy zaczął Pan uprawiać nordic walking i dlaczego właśnie tę dyscyplinę sportu Pan wybrał?

F.C: Nordic walking to zdecydowanie świeży sport. Federacja Nordic Walking dwa lata temu obchodziła swoje dziesięciolecie. Natomiast moje chodzenie rozpoczęło się w 2006r po chorobie. Byłem bardzo słaby i spacerowałem po lesie. Aby sobie pomóc, podpierałem się kijkami znajdowanymi na trasie, takimi suchymi gałęziami. Wraz z żoną zaczęliśmy szukać w internecie informacji, czy istnieje taki sport i wówczas sprowadziliśmy pierwsze kijki nordicowe z Katowic. Można powiedzieć, że były one jedyne na terenie Drezdenka. Początki były trudne, środowisko z pewnym zdziwieniem obserwowało moje spacery. Zdarzały się przykre uwagi  typu: „dziadek po co Ci te kijki, laskę sobie kup” albo „a narty gdzie masz?” Jednak nie zabiło to we mnie ducha sportu.

K.J.: Jak prawidłowo uprawiać nordic walking?

F.C.: Ważny jest nie tylko oddech, ale przede wszystkim praca mięśni, koordynacja rąk i nóg. Ja obserwuję osoby spacerujące z kijkami i z moich spostrzeżeń wynika, że wśród nich wiele osób chodzi na tzw. „misia”. Czyli tak naprawdę, ci sportowcy nie zważają na prawidłową technikę. A przecież istotne jest, aby dłoń wychodziła przed biodro, potem za biodro; ma być uchwyt i odepchnięcie. Podczas zawodów te wszystkie elementy są weryfikowane przez sędziów. Gdy zachowamy pewne nieprawidłowości, to otrzymamy ostrzeżenia sędziowskie, a następnie żółtą i czerwoną kartkę, która stanowi o dyskwalifikacji z zawodów. Dobra technika pozwala na łatwość chodzenia, nie eksploatujemy nadmiernie niektórych mięśni rąk czy nóg, wszystko musi współgrać.

K.J. Jak narodził się u Pana pomysł wzięcia udziału w zawodach, wszak początkowo uprawiał Pan ten sport tylko dla zdrowia ?

F.C: Postanowiliśmy z żoną pojechać w 2013r do europejskiej stolicy nordic walkingu w Barlinku i od razu rzuciłem się na głęboką wodę. Trasa należała do tych ciężkich, pokonałem dystans 10 km i zdobyłem 3. miejsce. Był to pierwszy start i od razu odniosłem tak duży sukces. To zachęciło mnie do udziału w kolejnych mistrzostwach. W miarę jedzenia apetyt rośnie i mój apetyt na puchary również.

K.J.: Należy Pan do czołówki zawodników Polski, na terenie zachodnim prowadzi Pan z przewagą 1000 punktów w tabeli. Pewnie gdybym nie widziała tych wszystkich odznaczeń, pucharów i medali, trudno byłoby mi w to uwierzyć…          

F.C.: Rzeczywiście staram się podnosić poprzeczkę, trenuję i ciągle doskonalę technikę. Rok 2018 jest dla mnie kolejnym wyzwaniem. Pojawił się ostry duch rywalizacji. Podczas jednego z marszów przegapiłem zawodnika, całą trasę szedłem za nim myśląc, że on startuje w innej kategorii wiekowej. Na mecie okazało się, że jest w tej samej kategorii i wyprzedził mnie o 23 sekundy! Podczas kolejnych zawodów znów rywalizowałem z nim. I po raz kolejny zabrakło mi kilku sekund, aby go wyprzedzić. Na ostatnich zawodach w Węgorzynie pomyślałem sobie, że muszę być pierwszy i udało się. Podobno do trzech razy sztuka (śmiech). Przegoniłem go, gdyż tym razem mój przeciwnik postawił na złą technikę.

K.J.: Jak wyglądają Pana treningi?

F.C.: Codziennie trenuję. Każdego dnia rano spaceruję około 6 km po lesie miejskim i następnie wieczorem wykonuję podobne kółko. W tych okolicach jest zróżnicowane podłoże, więc mogę doskonale trenować. Trenerem osobistym jest moja żona, Basia, która również uprawia tę dyscyplinę sportu. Barbara przeczytała mnóstwo książek o tym sporcie i udziela mi wszystkich wskazówek, zwracając uwagę na to, czy czasem moja technika nie ma pewnych niedociągnięć.  Jestem szczęśliwym emerytem, więc mam czas na takie hobby.

K.J: Czy oprócz żony udało się Panu przekonać inne osoby do tego sportu?

F.C.: W zawodach bierze udział średnio 300 osób. Na mistrzostwach świata, w których biorę udział, przyjeżdża nawet 1000 zawodników. Jednak jest pewna prawidłowość, niestety, przewagę mają kobiety. Jest to sport, który nie postrzega się jako typowo męski. Silniejsza płeć dopiero po 50. roku życia zaczyna doceniać tę dyscyplinę. Młodszych zawodników po prostu nie ma. Dlatego ciężko zachęcić czy zmobilizować kogoś do tego sportu. Ja jednak widzę jego same zalety.

K.J.: A jakie są, według Pana, zalety tego sportu?

F.C.: Po pierwsze pracują równomiernie wszystkie mięśnie, co nie zdarza się w innym rodzaju sportu. Po drugie sam kontakt z ludźmi. Niesamowity jest entuzjazm, który towarzyszy zawodom. Tworzymy jedną kijkową rodzinę, gdyż wszyscy mówią do siebie po imieniu bez względu na wiek. Po trzecie duch rywalizacji, który towarzyszy mistrzostwom. To daje pozytywną dawkę energii.

K.J.: Czy stosuje Pan specjalną dietę?

F.C.: Nie mam specjalnej diety, jedynie przed zawodami zjadam kilka bananów i piję izotoniczne napoje. Muszę odpowiednio nawodnić organizm, ponieważ często zdarzają się trasy bezpośrednio na słońcu.

K.J.: Często Pan wyjeżdża, w zasadzie co weekend bierze Pan udział w jakichś zawodach. Czy życie na emeryturze na to wszystko pozwala?

F.C.: Zarówno profesjonalny sprzęt, jak i obuwie są kosztowne. Do tego dochodzą wydatki związane z dojazdem na zawody. Myślę, że znacznie obciąża to budżet domowy i wbrew powszechnej opinii nordic walking jest sportem drogim. Lokalna firma Agroturlot wspiera mnie w moich działaniach i teraz mam okazję, aby im za to podziękować. Dzięki tym ludziom wiem, że nadal mogę rozwijać skrzydła.

Pragnę pogratulować Panu Franciszkowi osiągniętych sukcesów, życząc kolejnych i kolejnych miejsc na podium. Najlepiej, gdyby to było zawsze pudło z numerem 1. Jeśli chcą Państwo kibicować naszemu mistrzowi, zachęcam do odwiedzenia strony Facebook, którą wraz z żoną prowadzi pan Franek. Choć nordic walking nie jest sportem powszechnym, jednak i w Drezdenku pojawiają się jego fascynaci. Dlatego maszerując w rodzimym lasku, gdy na dróżce mijamy pędzącego, siwego i uśmiechniętego pana, życzmy mu powodzenia. I jak mawia pani Basia, żona naszego bohatera, możemy zawsze powiedzieć : „Leć Franek, leć!”.

20180723_160506 (Copy) 20180723_160515 (Copy) 20180723_163513 (Copy) 20180723_163518 (Copy)

Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ